wtorek, 19 czerwca 2018

Kleszcze!!!



Mój osobisty przysysacz
Temat jest niestety gorący. I bliski nam niestety. W ciągu ostatnich dwóch lat całkiem sporo dowiedzieliśmy się o kleszczach, unikaniu kleszczy, sposobach wyciągania kleszczy, badaniach kleszczy i chorobach przez kleszcze przenoszonych. Wszystko przez jednego jednomilimetrowego pajączka przyczepionego do ramienia Wilczka w Puszczy Białowieskiej dwa lata temu.
Ale od początku.

Opowiem Wam, jak było u nas, a potem wypiszę wnioski, jakie wyciągnęliśmy z tej nieprzyjemnej przygody.




Dwa lata temu byliśmy na przepięknym wyjeździe pod namiot na Podlasiu. To region idealny na rowery, więc  sporo czasu spędzaliśmy w białowieskich lasach na dwóch kółkach, z dzieciakami w przyczepce (osłoniętej moskitierą). Na takich wycieczkach zawsze mamy ze sobą apteczkę, niestety tym razem została w samochodzie. Gdy zatrzymaliśmy się na mały piknik, zauważyłam na ramieniu Wilczka kleszcza, który był jeszcze malutki, nie zdążył się napić krwi, ale był już wkręcony.
Wyciągnęliśmy go, niestety nie mieliśmy czym odkazić śladu. Kleszcza zabraliśmy ze sobą.

Po powrocie do Lublina, wysłaliśmy robala do analizy, niestety okazało się że jest zakażony boreliozą. Mieliśmy do wyboru podać antybiotyk "profilaktycznie", albo poczekać trzy tygodnie, zrobić badania na przeciwciała i przeprowadzić ewentualną kurację dopiero wtedy. Uznaliśmy jednak, że antybiotyk to nie witaminka C, którą można sobie podać "na wszelki wypadek". Badania na przeciwciała (potem Wam napiszę jakie) niestety potwierdziły obecność przeciwciał. Dostaliśmy trzy tygodnie antybiotyku. To był pierwszy antybiotyk Wilczka, i mocno go osłabił - zarówno w sensie odporności, jak i sił witalnych.

Przez rok po skończonej terapii powtarzaliśmy badania, cały czas obserwując, czy nie ma żadnych objawów, drżąc na każde "bolą mnie kolanka" (krętki borelii czasami atakują stawy) i obserwując pod lupą każde podejrzane zaczerwienienie (rumień jest jedynym stuprocentowym objawem zakażenia boreliozą). W międzyczasie ilość przeciwciał mocno wzrosła i istniało ryzyko leczenia antybiotykiem w szpitalu, na szczęście potem spadały, ostatnie badania pokazały poziom graniczny, więc wygląda na to, że możemy spać spokojniej.

Te dwa lata były dla nas czasem intensywnego chłonięcia wiedzy na temat kleszczy, prewencji, sposobów leczenia, więc dzisiaj postaram się nią z Wami podzielić. Przy czym pro forma zaznaczam, że nie jestem lekarzem i ten wpis nie może zastąpić porady lekarskiej (najlepiej sprawdzonego lekarza zakaźnika).

Ulubiona miejscówka kleszczy
To zaczynamy.

Jak się ochronić przed ukąszeniem kleszcza?

Przede wszystkim, wbrew popularnej opinii, kleszcze nie spadają z drzew, to nie spadochroniarze;). Najgęściej występują w wysokich trawach, łąkach, choć nie jest powiedziane że w mieście jesteśmy zupełnie bezpieczni (znalazłam kleszcza na moim dziecku w ogródku przydomowym w mieście). I nie oznacza to, że z obawy przed kleszczami trzeba zaprzestać kontaktów z naturą. Można zminimalizować ryzyko ukąszenia.
  • DEET nie działa na kleszcze - są skuteczne na komary, meszki, ale nie na kleszcze
  • są różne naturalne metody,olejki eteryczne, których kleszcze nie lubią (goździkowy, z trawy cytrynowej, lawendowy, anyżowy, eukaliptusowy). Nie dają stuprocentowej ochrony, ale zniechęcają i są naturalne
  • permetryna. Bardzo skuteczna, ale też bardzo drażniąca substancja i absolutnie nie nie nakładamy jej na skórę. Stosujemy niewielkie stężenie i spryskujemy ubrania w dobrze wentylowanym pomieszczeniu. Trzeba uważać, żeby w pobliżu nie było co oczywiste dzieci, i kotów - są wrażliwe na permetrynę
  • a w kwestii ubrań - długie nogawki i długie rękawy, czyli podstawa i najprostsze rozwiązanie
  • i jeszcze jedna metoda, bardzo prosta i bardzo skuteczna. Kleszcze nie wbijają się momentalnie, przeważnie dość długo wędrują po naszym ciele i szukają najlepszego dla siebie miejsca. Dlatego często się oglądamy, dzieciaki też są wyczulone na malutkie czarne pajączki. Już niejednego udało nam się pozbyć właśnie przed ukąszeniem.
Kleszcze nie skaczą z drzew

Co zrobić, gdy znajdziemy kleszcza?

Jeśli jeszcze się nie wkręcił, to nic, wystarczy się go pozbyć, nie ma ryzyka zarażenia:)
Jeśli jest już wczepiony, to - wbrew obiegowej opinii - jest już ryzyko, że zostawi po sobie jakąś nieprzyjemną pamiątkę, nawet jeśli wyjmiemy go szybko, zanim zdąży się napompować. Oczywiście ryzyko jest tym większe, im później odkryjemy robala (gdy napiją się już "pod korek" zwyczajnie wymiotują i wtedy mogą przekazywać nam groźne choroby), niemniej wbity kleszcz to już jest ryzyko.
Przede wszystkim, trzeba go umiejętnie i jak najszybciej, dosyć energicznie wyjąć, nie ściskać (żeby nie zwymiotował), nie wyrywać. My mamy tzw "kleszczołapki", czyli miniaturowe narzędzie w kształcie łomu do wyciągania gwoździ - obejmuje on kleszcza i wyciąga bez ściskania. Są różne szkoły i narzędzia do wciągania, generalnie jest jedna wspólna zasada - trzeba zwracać uwagę, żeby kleszcza nie ściskać - wtedy zwiększamy ryzyko infekcji.
Miejsce należy solidnie zdezynfekować.
Moim zdaniem nie ma sensu sprawdzać, czy kleszcz był zarażony - to są dodatkowe koszty, a w przypadku wyniku pozytywnego i tak musimy zrobić badania, które potwierdzają, lub nie, obecność przeciwciał.
Spotkałam się z opinią lekarza, mówiącą o tygodniu antybiotyku jak najszybciej, przed robieniem badań. Ale ja osobiście nie jestem zwolenniczką takiego podejścia, nigdy nie wiemy, czy po tym tygodniu nie złapiemy kolejnego kleszcza, a potem kolejnego, i tak się możemy bujać na antybiotyku dłuższy czas, choć wcale nie wiadomo, czy faktycznie jest potrzeba.

Jakie badania gdy ukąsi kleszcz

Przede wszystkim badania z krwi nie potwierdzają nam w stu procentach zakażenia.

Są dwa rodzaje badań, które wykonuje się standardowo, wykrywają one przeciwciała (a nie bakterię). Pierwszy test, to test ELISA, który ma za zadanie potwierdzić obecność przeciwciał IGM i IGG na boreliozę. W przypadku przekroczenia normy, trzeba zrobić jeszcze jedno badanie, Western Blot, które potwierdzi (lub nie) że wykryte podwyższone przeciwciała, to przeciwciała na boreliozy.
Jeśli badania potwierdzają obecność przeciwciał boreliozy, trzeba pójść do lekarza, najlepiej od razu zakaźnika.

W kwestii diagnostyki boreliozy polecam jeszcze obejrzenie tego, bardzo rzetelnego filmu.


Metody alternatywne

Są teorie mówiące, że nasze organizmy są w stanie same zwalczyć boreliozę. Na pewno są w stanie trzymać krętki borelii "w ryzach", jednak może się zdarzyć (i tak właśnie często bywa), że przy jakimś nadwyrężeniu układu odpornościowego pilnowane dotychczas krętki rozłażą się i wchodzą w różne nieciekawe miejsca siejąc naprawdę niefajne spustoszenie.
Gdy okazało się, że mamy do czynienia z boreliozą u Wilczka, i gdy jakiś rok po antybiotykoterapii bardzo wzrosły mu przeciwciała postanowiliśmy włączyć dodatkowe sposoby. Przede wszystkim, do znudzenia wzmacnialiśmy odporność. (tutaj teksty o tym, jak wzmocnić odporność u dzieci latem, i wzmacnianie odporności dzieci zimą). Sok z kiszonych buraków, balsam jerozolimski, ciepłe zupy, soki imbirowe, miód, kurkuma, czarnuszka. Hartowanie. Do tego postawiliśmy na ziołolecznictwo - w Lublinie działają Bonifratrzy, którzy przyrządzają indywidualnie dobrane mieszanki ziół. Wiem np, że szczeć jest ziołem sprawdzonym w walce z boreliozą. Wilczek ponad pół roku codziennie, trzy razy dziennie pił ziółka.
Ostatnie badanie pokazało znaaacznie zmniejszony poziom przeciwciał. Nie wiemy oczywiście, co konkretnie miało taki wpływ, czy organizm sobie po prostu poradził, czy pomogły te zioła, najważniejsze, że sytuacja się polepszyła.


I to by było na tyle. Myślę, że temat kleszczy wyczerpałam:) Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało.

Jeśli przydał Wam się ten tekst, będę wdzięczna za udostępnienie, chciałabym tylko jeszcze raz zaznaczyć, że ten artykuł został napisany z perspektywy i w oparciu o doświadczenia rodziców dziecka zarażonego przez kleszcza boreliozą, a nie naukowca badającego temat.


17 komentarzy:

  1. Temat mnie zaciekawił, bo wszystkie pasożyty po prostu mnie kochają. Tam gdzie mówi się, że nie ma komarów, dla mnie jakiś się zawsze znajdzie. A przeszedłszy las w grupie, nikt nie będzie miał kleszcze, ale po mnie będą chodzić ze dwa.

    W tym roku miałam już 4 kleszcze, 2 wędrujące, 2 się wgryzły. I to nie koniec na pewno.
    Oczywiście moi towarzysze wówczas nie mięli ani wędrującej sztuki.

    Zawsze po przejściu łąką albo przez zarośla, oglądam swoje nogi. Często mnie to ratuje, nie czekam na powrót do domu. Na każdym przystanku obserwuję siebie i zwracam uwagę na każdą kropkę. To już zakrawa o obsesję, ale niestety konieczną.

    Długie nogawki nic nie dają, jak zechcą, to wejdą. Kilka razy spotkałam kleszcza dziarsko maszerującego pod spodniami.

    Nie próbowałam jeszcze olejków. Chyba wleje je sobie do wanny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z olejkami uważaj, żeby nie przesadzić i nie podrażnić skóry:)
      Ale faktycznie podobno dieta wpływa na to, czy kleszcze nas lubią czy nie, może spróbuj z tym pokombinować?

      Usuń
    2. Dieta? A cóż dokładnie?

      Usuń
    3. Dieta to może zbyt szumne słowo;)
      Podobno regularne spożywanie czosnku pomaga na bycie atrakcyjnym dla kleszczy. Podobnie działa czystek. No i ta witamina B o której piszą dziewczyny w komentarzach

      Usuń
  2. Ciekawy temat. Moja córka jest osobą, którą "kleszcze lubią". Chodzimy dużo do lasu i Basia jako jedyna z całej rodziny prawie zawsze coś przynosiła. Podejrzewam, że to zapach jej potu czy skóry jest atrakcyjny dla owadów. Nasza pediatra potwierdziła, że może tak być i poleciła branie witaminny B compositum żeby zmienić odczyn skóry. Posłuchałam i wiecie że poskutkowało :) W tym roku nie miała ani jednego kleszcza a w zeszłym od wiosny do czerwca już z 6. W czerwczoraj rok temu zaczęłam jej podawać witaminę B :) Badania też oczywiście robiliśmy, na szczęście zawsze negatywne, przegląd ciała po pobrocie z lasu obowiązkowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe z ta witaminą B!
      A nie można przedawkować jakoś tego?

      Usuń
  3. witamina B najlepiej naturalna np z drożdzy poprawia "lubialność " przez kleszcze ale także komary ;)
    ponoć też herbatka z czystka

    powiem szczerze, cieszę się że tak mądrze o tym piszesz, bez siania paniki ...
    my mieszkamy prawie w lasach ;) na szczęscia dość rzadko łapiemy kleszcze - tutaj lekarze twierdzą że badanie owada nie ma sensu , bo nawet zakażony nie koniećznie musi nas zarazić . obserwujemy bacznie rumienie i tyle. poki co badań na p/ciała nie robiliśmy
    a kleszcze w sumie przywieżliśmy ze szwecji, polski i niemiec
    nasze lasy nas lubią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O herbatce z czystka słyszałam.
      No właśnie, to badanie kleszcza jest zbędne.

      Usuń
  4. O czystku też słyszałam dużo dobrego od ojca mojego sąsiada, starszego pana, który ma boleriozę od lat i twierdzi, że dopuero dzięki piciu czystka trzyma ją w ryzach.A w ogóle to dzięki za świetny inspirujący blog, piękne zdjęcia i spostrzeżenia. Dzięki Tobie latem jedziemy na kilka dni do Sokolskich Chat - 8 dorosłych i 10 dzieci - wynajęliśmy ze znajomymi wszystkie chaty. Będzie się działo :) Pozdrawiam, Marta (mama Basi i innych dzieci z komentarza powyżej)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czystek to w ogóle fajne ziółko, pomaga na wiele rzeczy.
      I bardzo Ci dziękuję za miłe słowa! Super z tymi Sokolskimi Chatami, miłego pobytu i pozdrówcie właściciela od nas, ciekawe czy będzie pamiętał:)

      Usuń
  5. Dawno nie czytałam na żadnym blogu tak przydatnych i wyczerpujących informacji. Jako mama dwójki dzieci dziękuję za ten post. Tacy niemal niewidoczni wrogowie ich zdrowia są najbardziej niepokojący.

    www.oneshotperday.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, cieszę się bardzo, że się przydało!

      Usuń
  6. Śliska sprawa te kleszcze, trudno nie panikować, ale jest ich zdecydowanie więcej niż kiedyś. Przynajmniej takie mam wnioski po tym ile ich złapałam w ostatnich latach w stosunku np. do dzieciństwa, w którym okazji do bliskich spotkań z kleszczami miałam sporo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, dość to niepokojące, że coraz więcej jest zarażonych...

      Usuń
  7. Świetny post!!! Na szczęście kleszczydło jeszcze nas nie dopadło. Hmmm... choć jeśli sięgnę pamięcią wstecz, to w latach licealnych złapałam kleszcza na grzybach, a Misiek też nieraz przywlókł coś z terenu!!! Rumień na szczęście się nie pojawił.

    Trochę się obawiam wczorajszych poszukiwań plaży nadwiślańskiej. Trochę tam pobłądziliśmy w krzaczorach ;)... jednak jeśli do tej pory nie wyczaiłam robala, to chyba mogę spać spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. temat kleszczy jest dla mnie przerażający, chociaż sama nigdy żadnego nie miałam kilka bliskich mi osób zaraziło się boreliozą, poza tym niemal każdy znany mi pies złapał zarażonego kleszcza:/ jednego z naszych psiaków doprowadziło to do śmierci..
    to okropne, że ludzie są w stanie tworzyć takie rzeczy jak np. sztuczna inteligencja, a nie potrafimy (a może nie chcemy?) wytępić kleszczy lub chociaż zwalczyć przenoszenia przez nie chorób

    czy z boreliozą nie jest czasem tak, że nigdy nie da się jej wyleczyć w 100%?

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba nie ma nic gorszego jak kleszcze.Raz nawet miałem kleszcza w podbrzuszu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!