poniedziałek, 17 października 2016

Jak wzmocnić odporność dzieci. Odsłona jesienna.

Nie dało się jej nie zauważyć, zanim na dobre zebraliśmy kocyki z letnich pikników,  już rozhulała się z deszczem, przenikliwym wiatrem i wirusami. W placówkach u moich dzieci jakby puściej. Temat chorowania dzieci staje się niestety bardzo aktualny.

Tak jak pisałam w lecie, o odporność dzieciaków warto zacząć dbać właśnie wtedy - gdy o chorobach z ulgą zapominamy. Warto się wtedy wzmacniać, nasycać i hartować.


A teraz... Teraz nie psujemy tego, co zdobyliśmy i wzmacniamy się dalej.

Walczę o spacerki. O wychodzenie na dwór, o świeże powietrze, o ruch. Wilczek co prawda poczuł tę przytulność jesienno - domową, i na dwór nie chce wychodzić, bo zimno i wieje. Przyznam że mnie wtedy trafia trochę, bo ciągle jeszcze wierzę że na tym polega dzieciństwo, z rumieńcami i błyszczącymi oczami, z glutem może trochę od zimna, ale z tą legendarną dziecięcą energią i to nie ja mam go namawiać na plac zabaw, to mnie, dorosłemu ma się nie chcieć, a oni mają chcieć jeszcze i jeszcze. Ale, może taki moment po prostu, staram się nie zmuszać, raczej stosować podstępy (zawody w zbieraniu najbardziej kolorowych liści, kasztanów, bieganie do celu, liczenie okrążeń, wyścigi)
To jest najprostsze i najnaturalniejsze na świecie, gdy ruszamy się na zimnym powietrzu, organizm się hartuje i dotlenia, a przez to nabiera mocy. (oczywiście jeśli nie mamy pecha mieszkać w okolicach w których ludzie sami, na własne życzenie fundują sobie wdychanie syfu)
Nie przegrzewam też dzieciaków na dworze. Ubieramy się raczej na cebulkę, żeby można było zdjąć jakąś warstwę, gdy zajdzie taka potrzeba.

Nie przegrzewam też mieszkania. staramy się nie przekraczać 20st w mieszkaniu (no, poza łazienką), codziennie naprawdę porządnie wietrzę sypialnie.
Jeszcze w kwestii mieszkania. Jesienią i zimą często jest za sucho. Dlatego nawilżamy - często wystarczy pranie, albo mokry ręcznik na kaloryferze. Można się tez zaopatrzyć w nawilżacz rozbijający cząsteczki wody ultradźwiękami, często można do nich dodać olejki eteryczne (eteryczny, nie zapachowy to zasadnicza różnica) i korzystać z dobrodziejstw aromaterapii. Taka forma "rozpylania" olejków eterycznych jest najkorzystniejsza, nie są one podgrzewane. A te dobrodziejstwa to nie tylko miły zapach, to często też działanie przeciwwirusowe, wspomagające pracę górnych dróg oddechowych, są też właściwości odprężające i relaksujące.

Jedzenie.
Bardzo zachęcam zajrzeć na post o jedzeniu zimowym. Wspomniałam w nim, że to, co dostarczamy do brzucha, ma przemożną moc. Zaczynając od właściwości doraźnie rozgrzewających (ciepła zupa jedzona po zmarznięciu na dworze jest jak balsam zdrowotny), na wartościach odżywczych i wzmocnieniu ogólnym kończąc.
Do tego warto szczególnie zadbać o dorzucanie super-food, to, jak już  kiedyś pisałam, jedzenie wszystkomające.
  • Kasza jaglana - ocieplająca, wysuszająca śluz i zasadowa, z całą masą składników odżywczych i inne kasze, 
  • olej kokosowy tłoczony na zimno - unikalne połączenie kwasów tłuszczowych, kwas laurynowy o właściwościach antygrzybicznych, antywirusowych i antybakteryjnych, do tego właściwości odchudzające. I inne oleje tłoczone na zimno, lniany, rzepakowy, dyniowy, z oliwek
  • komosa ryżowa, 
  • siemię lniane - trochę niedoceniane np w porównaniu do nasion chia a to prawdziwa bomba zdrowia. Ja dodaję do koktajli i do porannej jaglanki
  • kurkuma, imbir (jako dodatek)
  • dynia, buraki, natka pietruszki cebula i czosnek. 
  • I koktajle - czyli sprytny sposób na przemycenie masy cudowności (nie zawsze smakujących maluchom) w postaci ładnego, kolorowego napoju.

Flora bakteryjna.
Ponieważ Wilczek przywiózł sobie z Podlasia bardzo niesympatyczną odkleszczową pamiątkę, mamy trzy tygodnie antybiotyku (pierwszego w życiu), Bałam się strasznie tego osławionego spadku odporności, i naczytałam się trochę o dobrych bakteriach z jelit. Które są arcy ważne, bo właśnie one w dużej mierze są odpowiedzialne za odporność. Dajemy teraz dzieciakom probiotyki (Iskrze niecodziennie), zwracamy uwagę na to, jakie szczepy bakterii są w nich obecne (takie, które wykazują właściwości pozwalające faktycznie dotrzeć do jelit). I dbamy o florę bakteryjną naturalnie: czyli jemy ogórki, kapustę - kiszoną, nie kwaszoną, z dobrego źródła, chleb na zakwasie.

I kwas buraczany, cudowny nie tylko ze względu na kwas mlekowy, ale także same buraki - ten robimy sami w domu:
  • Do wielkiego słoja wrzuca się grubo pokrojone (nie obrane, tylko wyszorowane) buraki, 
  • Potem dodaje się przyprawy, czyli parę ząbków czosnku, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, 
  • Wszystko zalewa się przegotowaną osoloną wodą (łyżka soli na litr wody), tak, żeby nic nie wystawało ponad powierzchnię wody(dlatego przyprawy można dodać między burakami). Można dodać też skórkę od chleba żytniego.
  • Po mniej więcej tygodniu, zakwas jest gotowy. My pijemy na szklanki (jest pyszny!), dzieciaki na łyżki, jako syropek

Suplementujemy. 
Suplementacja to nie tylko słodkie żelki i syropki z syntetycznymi witaminkami. Mamy to szczęście mieć w domu dwóch lekomanów, którzy zjedzą wszystko pod warunkiem, że będzie się nazywało syropkiem. A co im daję pod tą nazwą?
  • tran - klasyczny, norweski, nawet bez zapachów dodatkowych
  • syrop z cebuli - czyli pokrojona z piórka cebula (naturalny antybiotyk, mnóstwo witaminy C) z miodem (kolejny naturalny antybiotyk, masa mikroelementów, witaminy)
  • witamina D (na naszej szerokości geograficznej w miesiącach zimowych promienie słoneczne padają pod takim kątem, że nie ma promieni UVB potrzebnych naszej skórze do wyprodukowania tej witaminy
  • i różne dodatkowe, mam trochę soków od mamy (z pigwy, malinowy, z bzu czarnego i sosny), które dajemy na zasadzie syropków właśnie
  • Syrop apteczny, z jodem, witaminami z grupy B, l-argininą i glukanem
Chyba tyle. Macie jakieś swoje sprawdzone sposoby?

12 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia, zastanawiam się, czy Twoje dzieci się często kłócą? Wyglądają zawsze jak aniołki :) Podczas oglądania ich zdjęć czuję się trochę, jakbym wróciła do swojego dzieciństwa, też mam starszego brata i tak mi się to miło kojarzy; zastanawiam się, czy są jakieś sposoby na to, by zadbać o dobre relacje między rodzeństwem? Czy to bardziej w charakterze/genach jest? Aż nachodzi mnie ochota, by pomyśleć o posiadaniu własnych dzieci po lekturze postu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heh, wygląd bywa mylący;)
      Jest ok. Kłócą się często, ale też kochają bardzo. Piszę o ich relacji tutaj: http://odpoczywalnia.blogspot.com/2016/07/czy-warto-decydowac-sie-na-rodzenstwo-z.html
      A sposoby, chyba te proste - nie faworyzowanie żadnego (niby oczywista oczywistość, ale mam wrażenie, nie zawsze praktykowana), nie porównywanie i nieetykietowanie- a już zwłaszcza przy nich, czasami zostawienie samym sobie, proponowanie wspólnych zabaw i wspólnych zadań, akceptowanie uczuć (także tych negatywnych wobec drugiego).
      Wiadomo, że charaktery i geny robią swoje, ale myślę, że jakiś wpływ mamy;)

      Usuń
    2. Bardzo dzięki za podrzucenie tego wpisu :) Super rodzina!

      anioł

      Usuń
  2. Hartować. Nie trzymać z dala od złej pogody. Ubierać adekwatnie do pogody. Bawić się na dworze. Czyli złote reguły, który Ty ściślej opisałaś. Zastanówmy się, dlaczego dzieciaki na wsi są silniejszego zdrowia niżeli mieszczuchy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Silniejszego zdrowia, i w ogóle mam wrażenie, jakieś silniejsze. Te trudniejsze warunki chyba w ogóle kształtują charakter

      Usuń
  3. Zosia po tygodniu w przedszkolu nabawila sie kataru. Meczyl ja miesiac. Tydzien przerwy i znowu :(. Ciekawe, ze Hanka caly czas zdrowa jest jak rydz :)!!!! Szczescie, ze to tylko katar.

    Ja daje dziewczynom tranik i Cebion Mult. Lubia cytrusy i miodek od dziatka :). Po przedszkolu chodzimy karmic kaczki i czasem na plac zabaw :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, przedszkolne i żłobkowe wirusy to specjalna, zmutowana kategoria, całkiem się ich nie da uniknąć. Wydaje mi się, że najważniejsze tutaj jest to, żeby zatrzymać sprawę właśnie tylko na katarze

      Usuń
  4. Ja też muszę czasem się nieźle nagimnastykować, żeby dzieci wyciągnąć na dwór, kiedy pogoda mało sprzyja.. a to jednak podstawa jak piszesz, zgadzam się w pełni i najczęściej spacer lub plac zabaw ze wspinaniem itp zaliczamy po przedszkolu. Z domowych rzeczy to w tym sezonie sama robiłam sok z czarnego bzu, który zalegał u dziadków na działce w zasadzie nikt się nim nie interesował a latem wykorzystam też kwitnące baldachy, wyczytałam ze syrop z kwiatów tez ma cenne właściwości. Ja jeszcze dodam odpowiednią ilość odpoczynku dla dzieci - snu, ale też chwili spokoju w ciągu dnia - to potwierdzony warunek prawidłowo funkcjonującego układu immunologicznego. Czyli ograniczamy do rozsądnych ilości wszelkie zajęcia dodatkowe, wieczorne wożenie,spieszenie się z miejsca na miejsce, czas na regenerację musi być. No i ograniczenie słodyczy, a w czasie infekcji całkiem out - cukier nie sprzyja rekonwalescencji. A w sytuacjach, kiedy już coś "bierze" - wieczorne moczenie nóg przez kilka dni z rzędu, sól hipertoniczna do nebulizatora, nacieranie pleców tłuszczem gęsim - to ostatnie zdobycz zeszłego roku - naprawdę widzę jego działanie. Tymi metodami dwa razy od początku roku przedszkolnego zwalczyliśmy infekcje w zarodku, póki co zero opuszczonych dni. Oby się to utrzymało, bo dużo w lecie walczyłam o immunologiczne pobudzenie. Bardzo fajny tekst, pozdrawiam z Lublina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Z kwiatów czarnego bzu jest też cudowna nalewka, moja mama robi:)
      Z cukrem, zgadzam się, nie sprzyja odporności.
      I dobrze, że wspominasz o tym odpoczynku! Niby oczywista oczywistość, ale często o tym zapominamy.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Muszę się wreszcie przekonać do jaglanki :)
    U nas króluje ostatnio smażona soczewica na śniadanie w ramach rozgrzewki.
    Też staramy się utrzymywać chłodek w mieszkaniu, wolę już tę bluzę założyć, kocem się nakryć, ale ma być chłodno, zwłaszcza w sypialni. No i spacery. mobilizować muszę się bardzo, bo jesienią nic a nic nie chce mi się wyłazić z domu i tkwić gdzieś tam w ogrodzie. NO chyba że jedziemy do parku, wtedy mi się chce. Dzieci póki co nie trzeba zmuszać, ale dla mnie i tak najlepszą częścią takiego spaceru jest powrót do domu. Na zupę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo warto z jaglanką, mówię Ci. A smażona soczewica z pomidorami, z jadłonomii? Tez bardzo lubię, ale niekoniecznie na śniadanie:)
      Tez lubię wracać do domu, gdy zimno, ale całkiem nie wychodzić to też nie dla mnie;)

      Usuń
  6. Kochana, dzięki za ten post. Powoli będę wszystko wcielać w życie i obym wróciła do formy... :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!