czwartek, 1 września 2016

When I grow up, I want to be a forester. Podlasie z dziećmi.


Piękne Podlasie, namiot na półdzikim campingu, rowery i dzieci. Czyli  wakacje mindfulness, slow i unplugged.

Zakochaliśmy się w Podlasiu. Od pierwszego wejrzenia się zakochaliśmy, a z każdym dniem uczucie się pogłębiało. Wiecie, że kocham lasy. No więc tamtejsze lasy to Pierwsza Liga Leśności, Leśna Crème de la Crème i Cudowne Serce Lasu. Puszcza Białowieska pochłania w całości, jest dostojna, potężna, wzbudza szacunek. Drzewa ogromne, pamiętające Rzeczpospolitą Szlachecką i uświadamiające tę naszą drobność wobec natury i czasu. Zwalone pnie, omszałe, porośnięte, niesamowita gęstość, zapach obłędny, intensywny. Nieletni też pod ogromnym wrażeniem, nie zawsze oczywiście, bo bywały też sprawy ważniejsze niż piękne okoliczności przyrody, np to, że Ona się przepycha mamo i On udeził łokciem mamo. Ale jakoś ta przyroda na nich działała, zupełnie inną jakość zyskała np książeczka Rok w Lesie, podsłuchaliśmy też jak któregoś razu bawili się w krecika drzewnego (bo drzewne kreciki mówią wies Iskro, a ziemne nie), i korniczka (lóziowego).


 


 Wspaniale było mieszkać pośród tego wszystkiego. W tygodniu prawie sami na sporym, półdzikim polu namiotowym, wśród drzew (sosen co prawda, nie wiekowych dębów), nad samym jeziorem, w naszym namiocie, czułam się bardzo z tm puszczańskim klimatem zbratana. W weekendy niestety zjeżdżało się towarzystwo imprezujące i klimat zdecydowanie się psuł.





Porąb i spal.
 Codziennie robiliśmy ogniska. Dzieci z niesłabnącą fascynacją kucały przy tacie, przeszkadzając mu rozpalać ogień, dmuchając w nieodpowiednim momencie i będąc jednym wielkim zachwytem. Potem piekli kiełbaski notorycznie wsadzając je w popiół. A potem szły spać, często niepostrzeżenie zasypiały na kocu przy ogniu. A ogniska trzaskały sobie miło i pachniały drewnianie, a my siedzieliśmy już tylko we dwoje wśród tej leśno - jeziornej ciszy przerywanej pluskami ryb i pohukiwaniem sów, wśród aksamitnej ciemności i patrzyliśmy  w gwiazdy. I na księżyc wschodzący nad jeziorem, odbijający się od wody. Zaczęło się niesamowitą czerwoną pełnią, i każdego dnia obserwowaliśmy jak sobie cienieje.



W środku lasu przy szlaku trafiliśmy na taki mini skansen kolejki. Wilczek przeszczęśliwy.


A w dzień lasy rowerami. Jeździliśmy po tym leśnym królestwie, Podlasie jest idealne na rower, szlaki cudownie równe i utwardzone, bez korzeni, dołków i piachu. A czasami był dzień leniwy bardziej, przy jeziorze. Ze słońcem, chlapaniem się w wodzie, nadwodnym slackiem, i Bardzo Okropnie Zajętymi Dziećmi piaskiem i wodą.

Dzień odpoczynku. Przynajmniej dla nas odpoczynku, bo dzieci urobione po pachy.

 



Rodzicielstwo uczy umiejętności relaksowania się w każdych warunkach

Slackline nad wodą, błędnik szalał;)

 


Któregoś dnia wybraliśmy się też na wycieczkę po podlaskich miasteczkach. Tykocin, Supraśl, a na koniec Kruszyniany i tatarska jurta. Kruszyniany to zresztą sprawa do powtórzenia, ze swoją tatarską kulturą (i kuchnią!) i puszczą knyszyńską.
Swoją drogą, wszystkie miasteczka i wioski na Podlasiu są przeurocze. Drewniane domy są zadbane, często z pięknymi okiennicami i drewnianymi, jakby koronkowymi ozdobami, ogródki pełne malowniczych kwiatów, całość taka w jednym klimacie. Nie widziałam żadnej koszmarnej wieżyczki Gargamela, nie było jaskrawych blacho-dachówek, niewykończonych klocków z pustaków i kolumn doryckich. Bardzo to przyjemnie uzupełnia całość wrażeń, wyjeżdża człowiek z tego raju zielonego i jeszcze się pławi w tej wiejskiej sielskości.





Mieliśmy nadzieję zobaczyć żubra w naturze. Bywaliśmy na mniej uczęszczanych szlakach, na których podobno żubry bywają. Niestety przypuszczam, że nasze, i tak mocno przyciszone gadające cargo skutecznie przepłoszyło każde dzikie zwierze, nawet przygłuchawe, w promieniu paru kilometrów.


Dlatego wybraliśmy się do rezerwatu pod Białowieżą. Nie mogliśmy sprawić większej radości Wilczkowi, który zobaczył Najprawdziwszego Wilka, i stał przed wilczym wybiegiem zaniemówiony totalnie, z błyszczącymi oczkami, ściskając swojego pluszowego wilczka z takimi emocjami, że na samo wspomnienie się wzruszam.
Ale samo miejsce... przyznam, że nie byłam zachwycona. Nie wyglądały na najszczęśliwsze te zwierzęta. Może to kwestia upału i tego, że byliśmy po południu w sobotę, więc były zmęczone turystami. Swoją zresztą drogą, turyści (przynajmniej ci, których spotkaliśmy) nie powalają klasą. Rodziny z dzieciakami w wieku szkolnym, czyli jak najbardziej rozumnym idą i drą się jak na wystawie pluszaków, na zasadzie kupiliśmy bilet, to już nam się należy i możemy wszystko. Krzyczą coś do tych dzikich przecież zwierząt i są tacy INTENSYWNI, że ja miałam dosyć towarzystwa po tej niespełna godzinie, a co dopiero zwierzaki. A to przecież taki piękny moment, żeby coś te dzieci nauczyć, jakiegoś szacunku i empatii. W takim miejscu, w tym sercu europejskiej natury, to się narzuca tak, że bardziej nie można, że naturę trzeba szanować. A szanować, to są też te najzwyklejsze zachowania, typu wchodzimy do czyjegoś domu to trochę powściągamy naszą osobowość. I już. Wiadomo, że nie nad wszystkim da się zapanować, przed chwilą zresztą pisałam o dzieciakach gadających w przyczepce, ale dziesięciolatkowi serio można przetłumaczyć, że wśród zwierząt trzeba się zachowywać spokojniej.



Wrócimy na Podlasie na pewno. Wrócimy może nawet na ten camping, będziemy tylko omijać weekendy, żeby uniknąć imprezowego towarzystwa i będziemy się zachwycać naszym światem.

A jeśli komuś się nie chce czytać mojej opowieści, to w skrócie
  • PODLASIE JEST PIĘKNE!
  • cały pobyt spędziliśmy pod namiotem (tu wpis o tym jak biwakować z dziećmi) , na polu namiotowym nad Siemianówką, darmowym (finansowanym przez gminę), bardzo ładnym, z przepięknym pomostem, z sanitariatami na poziomie (poza tym, że były czynne tylko w dzień i była tylko zimna woda)
  • Podlasie jest idealne na rower, mnóstwo wspaniałych, wygodnych szlaków
  • z miasteczek bardzo warto zobaczyć Tykocin, trochę mniej Supraśl, i mnóstwo przypadkowych klimatycznych wiosek
  • piękny mini skansen jest w Budach, w połowie drogi między Białowieżą a Hajnówką
  • w Białowieży z dzieciakami warto zobaczyć pałac, przy samym parku pałacowym, który był stacją kolejową wybudowaną specjalnie na potrzeby carów rosyjskich tam przybywających. Jest pięknie odnowiony, wokół jest świetny parczek edukacyjny i mocno osadzony w przyrodzie i nawiązujący do lasu plac zabaw (drabinki w kształcie leśnych zwierząt, albo duże "plastry miodu" do wspinania)
  • polecam też przejechać się do Kruszynian, najlepiej na cały dzień, zobaczyć meczet, zjeść oryginalne tatarskie potrawy w jurcie, na miejscu są też konie, i oryginalna mongolska jurta, opisane są zwyczaje i tradycje.
  • gdy z Białowieży chce się wejść na teren parku narodowego, konieczne jest wynajęcie przewodnika. My zrezygnowaliśmy z tej opcji, i odkrywaliśmy puszczę na własną rękę w innych częściach

16 komentarzy:

  1. Też wróciłam niedawno z Podlasia, zachwycona :) Udało się nam nawet zobaczyć żubra na wolności! - z odległości około 50 metrów, miejscowa pani opowiadała, że często dokarmiają tutaj żubry, że je rozróżnia, że nadają im imiona. Za to wilków nawet z rezerwacie nie udało się dostrzeć, niestety. Byliśmy też na wycieczce w parku narodowym z przewodnikiem, co jest dobrym pomysłem, bo sporo ciekawostek opowiedział i bardzo nam się podobało. Na minus oceniam tylko mało informacji o tych wycieczkach. Próba dowiedzenia się, jak te wycieczki działają (po 18, czyli po zamknięciu pttku), była niełatwa. Wszędzie pełno map, ale każda inna, i w końcu w parku pałacowym znaleźliśmy małą kartkę z informacją o rodzajach wycieczek - okazuje się, że można wjechać na teren parku rowerem z przewodnikiem, że organizowane są też wyprawy przed świtem, albo nocne - tyle, że już było dla nas za późno, by decydować się na coś takiego, więc poszliśmy na tę standardową. No cóż, można było zadzwonić i się dowiedzieć wczesniej, ale spodziewałam się lepszej informacji o tym :) My byliśmy po drodze jeszcze w Biebrzańskim Parku Narodowym, jeśli ktoś lubi lasy, to jest to raj - największy park narodowy w Polsce, możliwość spotkania różnych zwierząt i totalna pustka dookoła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Biebrzańskim jeszcze nie byliśmy, wszystko przed nami:)
      Pewnie faktycznie wiele można się od porządnego przewodnika dowiedzieć, może następnym razem:)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Jak pięknie, jak sielsko, jaka natura, jaki klimat, jaki spokój, cudowne zdjęcia, piękna Ty, szczęśliwa rodzina. Ostatnie zdjęcie jak magiczna ilustracja z wielkiego zbioru baśni. Pozdrawiam Was serdecznie ;) Martyna

    OdpowiedzUsuń
  3. Piszesz te teksty w tak niesamowity sposób, że całkowicie można się zatopić w tej atmosferze i poczuć tę sielskość, że aż chce się tam pojechać teraz i już. Chociaż ja akurat ogromną fanką lasów nie jestem (wręcz przeciwnie), to czytając te teksty i oglądając te piękne zdjęcie, mam wrażenie, jakbym od zawsze je uwielbiała. Coś niesamowitego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, dziękuję Ci bardzo! Strasznie mi miło:)

      Usuń
  4. Sioło Budy jest na mojej liście, nawet chciałam tam spać, bo wynajmują pokoje. Historia z wilkiem mnie rozczuliła <3 a zdjęcia jak zawsze magiczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Tak, są tam pokoje, bardzo sielskie miejsce

      Usuń
  5. Świetne miejsce na odpoczynek od miasta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A jednak udalo Wam sie wyskoczyc na Podlasie :)!!! Pieknie opisalas ten czas i wrazenia :)!!!
    My zakonczylismy urlop w Bialowiezy. Odbylismy wycieczke z przewodnikiem. Niestety pan okazal sie niesympatycznym... bucem. Gnal przez ta puszcze, i straszyl nas, ze jesli dziewczynki beda glosne to dostaniemy mandat!!! Zniesmaczyl mi ta wycieczke i tym samym miejsce. Dobrze zrobiliscie zwiedzajac na wlasna reke. Nastepnym razem (a napewno taki nastapi) bedziemy omijac Bialowieze szerokim lukiem ;)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! I warto było czekać na pogodę:)
      Szkoda że Wam się trafił taki buc... Ja wolę zwiedzanie na własną rękę zawsze (z papierowym przewodnikiem)

      Usuń
  7. pięknie! uwielbiam lasy, ale unikam ze względu na kleszcze:( kilka najbliższych mi osób zmaga się już przez nie z boreliozą więc wolę dmuchać na zimne..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, te kleszcze to beznadziejna sprawa.
      Nasz synek trochę pechowy jest pod tym względem, bo złapał tym razem jednego - choć w lasach był zawsze w przyczepce z moskitierą. Ale złapał też kiedyś (miał dwa miesiące) w przydomowym miejskim ogródku - w wózku, trzy minuty po wyjściu z domu...

      Usuń
  8. my w tym roku też zwiedzaliśmy Podlasie i wróciliśmy zauroczeni. W Biebrzańskim Parku Narodowym polowaliśmy na łosie (tylko z aparatem oczywiście :), ale niestety nie udało się. piękne fotki, jezioro skąpane w mgłach mój number one :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepiękne zdjęcia i opowieść. Myśmy też w tym roku zachwycali się Podlasiem, choć pewnie przez to, że w wersji samochodowej i skróconej, to ten zachwyt był znacznie mniejszy. Na przyszłe wakacje musimy zaopatrzyć się w namiot;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny klimat, a zdjęcia zachwycają. Naprawdę warto pojechać nad Podlasie. My byliśmy tam w zeszłym roku. W tym pojechaliśmy razem z dziećmi nad Pilicę. Spływy kajakowe, ogniska, błogość... było fantastycznie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!