niedziela, 5 lipca 2015

Alpy z dziećmi i namiotem



To był prawdopodobnie ostatni wypad w Alpy w najbliższym czasie. Ostatni, ale za to niezapomniany. Bajkowa zupełnie rzeczywistość, odlot estetyczny, ta jedyna w swoim rodzaju medytacja kroków i oddechu, górska, nasycona brzmieniami cisza... Będzie mi tego brakować.


Harce na łące
Wiedząc, że życie potomstwo jak zwykle zweryfikuje nasze plany dotyczące wczesnego wyjazdu zaraz po szybkim śniadaniu i do samochodu zapakujemy się koło 11, postanowiliśmy dojechać na miejsce już w piątek. To oznaczało biwak w górach, z pięknym widokiem i milionami komarów. A w sobotę, już o 10 rano byliśmy na szlaku.


Na biwaku. Drobiazg, niepilnowany, zaczyna się rozłazić.
Szlaku, który uparcie, bezustannie i bezlitośnie prowadził w górę. Niby o to chodzi, ale miło, jak przy podejściu zdarzają się też wypłaszczone fragmenty pozwalające wyrównać oddech. Ale w końcu, po stu latach trawersowania wyszliśmy z lasu, a tam, tradycyjnie już, obłędne widoki wynagradzały trud (Podziwiałam je, gdy tylko pot nie zalewał mi oczu - w końcu wraz z lasem skończył się cień. I gdy nie patrzyłam z zawiścią na radośnie i bez wysiłku wbiegające grupki ludzi obciążonych niewielkimi plecaczkami z wodą).








Ale udało się koło południa dotrzeć na pierwszy punkt naszej wycieczki, czyli Lac du Crozet. Cudowne jezioro polodowcowe, idealnie przezroczyste, doskonale lodowate, wspaniale lazurowe. A tam, jak przystało na prawdziwych Francuzów, zjedliśmy obiad (nic specjalnego tym razem - liofilizaty, dziaciaki wystarczająco nas dociążyły), odpoczęliśmy trochę, wymoczyliśmy nogi żałując że nie mamy przy sobie kostiumów kąpielowych - okazało się, że zdecydowana większość z mijających nas beztroskich luzaków wspięła się nad jezioro dla samego jeziora i kąpieli w nim, spędzili miłe chwile wpatrując się w zimną toń, a inni wrzucali kamyczki do wody (kamyczki największą atrakcją każdego wyjazdu - niezależnie, na plac zabaw czy w Alpy).





Morale poprawione, ruszyliśmy dalej, na przełęcz Col de la Pra, i do schroniska położonego obok. Trasa przepiękna, a widoki obłędne. Na miejscu, poza kawką, była jeszcze dość zaskakująca część artystyczna -  na 2100m. n.p.m. nie spodziewaliśmy się mini koncertu folkowego i nauki tańców tradycyjnych... Potańczyliśmy więc sobie chwilę ( na scenie alternatywnej, dzieci nie uznały narzuconych z góry kroków) i ruszyliśmy w drogę powrotną.




Część artystyczna w schronisku. Scena alternatywna nie odpuszcza i zdobywa serca publiczności.
Tańczymy!
Przyznam, że miałam podczas całej imprezy niejakie poczucie absurdu, wśród tych gór...





Koń drogę do domu zna...



Zdjęcie butów i zmiana ciuchów działa prawdziwie uzdrawiająco


Było pięknie, choć muszę przyznać, że ciężar naszej (lekkiej w sumie) córki i paru niezbędników dał mi się we znaki, i moje przeciążone kolano raczej mnie nie lubi...
A dzieciorzyzna zadowolona, pierwszą rzeczą jaką zrobili oboje następnego dnia rano, było wejście do nosideł... W sumie to im się nie dziwię i bardzo się cieszę, że przyjmują takie wycieczki w taki naturalny sposób, trochę mimochodem nasiąkają pasją, aktywnością i podziwem dla świata.

Warto, choć następny górski wypad planujemy już nie w roli mułów pociągowych. Na plecach woda i kurtka przeciwdeszczowa, na ustach piosenka, w głowie beztroska a przed oczami raj...

19 komentarzy:

  1. Podziwiam was , szczerze .... Cudownie wykorzystujecie francuski czas ...... Cóż... Musicie zamieszkać choc bliżej Tatr ;);)

    Ja kiedyś sporo chodziłam po górach , ale inne pasje - nurkowanie promowały inne destynacja ;) a i teraz z dziećmi trudno ... Mój maź nigdy nie chciał robić za muła ;) i taktyka taka ze maja same chodzić .... Wiec powoli zaczynaja i po górach .. Z naciskiem na powoli .

    W 100% zgadzam sie ze dzieci pasjami nasiąkają - u nas wycieczki , zamki , ruiny - wystarczy hasło i pełen entuzjazm przy pakowaniu ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Nigdy nie próbowałam nurkowania, chciałabym kiedyś spróbować, musi być wspaniała sprawa:)

      Usuń
  2. Niesamowici jesteście! :) Tylko brać przykład, że z dziećmi też można i to jak można! Uwielbiam Was czytać i zawsze podziwiam Wasz fantastycznie aktywnie spędzany czas z dziećmi. Pozdrawiamy!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkie trudy mułów pociągowych wynagrodzone zostały po tysiąckroć widokami i atmosferą górskich szczytów, czasem i absurdalnych sytuacji :)) Jestem absolutnie Waszą fanką- podziwiam i chylę czoła, że tak pięknie, naturalnie przekazujecie swoim dzieciom miłość do świata :) Brawo! I mam nadzieję, że jednak na krótką chwilę rozstaniecie się z Waszymi ukochanymi górami. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogę tak bez końca oglądać wasze przeurocze zdjęcia rodzinno-wypadowe, są bardzo motywujące, jak żadne inne motywatory.
    Świetna z Was rodzinka:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję dziewczyny, strasznie mi miło czytać takie słowa!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne zdjęcia i zmęczenia na nich nie widać;) Motywujące do podjęcia wysiłku w fajnym celu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy największym zmęczeniu nie ma siły ani ochoty, żeby robić zdjęcia;)

      Usuń
  7. Podziwiam i zazdroszczę. Dawniej sporo chodziłam i po górach i ogólnie wędrowałam z plecakiem z grupą ze studiów. A teraz cóż... dom, dzieci, praca. Nawet jak bym sama chciała to brak towarzysza, mąż na pewno nie, a znajomi, którzy kiedyś tez lubili takie wycieczki stali się z wiekiem wygodni lub po prostu zmienili upodobania co do spędzania wolnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to bywa... Przychodzi tzw dorosłość i inne sprawy, wielu z naszych znajomych też już woli wyjazdy do kurortów niż sponiewieranie się w górach i trudno ich za to winić ;)

      Usuń
  8. Zazdroszczę:) My uskuteczniamy wyprawy w Tatry z naszym Bąblem, ale nie wszędzie bym się z nim odważyła pójść jednak. Póki co zaliczył juz kilka dwutysięczników i dzielnie dał radę. Tata tez dał radę tylko krzyczał, że 11 kg to już dla niego dużo! Co będzie potem:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, też bym się nie pchała na Orlą z nosidłem;)
      A potem nie będzie tak źle, dzieci już tak szybko nie przybierają, nasz trzylatek waży 13kg. A za rok, może już sam pochodzi:)

      Usuń
  9. Nie no!!! Jestem oczarowana Waszą wycieczką, tymi widokami przewspaniałymi i Wami w ogóle!!!
    P.S. Haha!!! Na obiad liofilizaty, ale nocnik musi być ;D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha:D Nocnik się przydał nad jeziorem;)

      Usuń
  10. Kobieto, szacunek!!! Podziwiam Cię i chylę czoła. Przepiękne widoki nam tu zafundowałaś. I pomyślałam, że fajne pokolenie dzieciaków wychowujecie.

    OdpowiedzUsuń
  11. cudownie ! brawo za odwage - namioty z dziecmi - super!

    OdpowiedzUsuń
  12. jesteście cudowni!! Czytam i uśmiecham się przez cały wpis! Nie wiem co lubię bardziej - czy to jak piszesz (tradycyjnie), czy te nieziemskie widoki na zdjęciach, czy te czarne jak węgielki oczka zerkające zza Twojego kapelusza (czy Twoje zgrabne, opalone nożyska, to tak na marginesie :) po prostu lubię wszystko. I wizja dzieciaków pakujących się do nosideł mnie rozbroiła:)
    Zdrowiej z tym kolanem.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję Wam za te słowa! Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Super post! Zdjęcia też świetne! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!