piątek, 15 listopada 2013

wiatr w oczy

Może to listopadowa nostalgia za ojczyzną, może kolejna psia kupa na kole wózka, a może ostatnie przygody z francuskim bankiem, który bez uprzedzenia zamknął swoje agencje i możliwość dokonywania transakcji internetowych na cztery dni...

Dotychczas pisałam o Francji w (prawie) samych superlatywach, o uroczych miasteczkach, pięknych krajobrazach, wspaniałych parkach... Żeby obraz nie był zbyt jednolity i zdrowa równowaga utrzymana, dziś trochę marudzenia.

Cóż więc wyprowadza mnie tu z równowagi?

Po pierwsze, potworna biurokracja. Już wspominałam o tym, że zwykłe konto bankowe otwieraliśmy przez dwie godziny. Wydrukowano nam pół ryzy papieru. Ponadto, do wglądu wymagana była umowa mieszkaniowa i umowa o pracę. Jeśli chodzi o wynajęcie mieszkania, to totalnie niemożliwe jest wynajęcie go bez umowy o pracę, do tego mile widziana opinia od poprzedniego wynajmującego, dlatego zdalne wynajęcie mieszkania (i to przez obywatela dzikiego wschodu) było prawdziwym wyzwaniem.

Psie kupy. Są wszechobecne. Choć Lyon pod tym względem i tak nie jest taki najgorszy. Jednak spacer z wózkiem to prawdziwa szkoła ekwilibrystyki (jak nie jedno koło to drugie, jak nie wózkiem, to butem...)

Totalny brak elastyczności. To jest dość szeroki temat. Czasem mam wrażenie, że Francuzi żyją z klapkami na oczach. Do pracy sekretarki, niezbędne jest skończenie szkoły sekretarskiej, kilkuletnie doświadczenie na podobnym stanowisku się nie liczy, warunkiem koniecznym do pracy w turystyce jest szkoła turystyczna, znajomość języków i doświadczenie w obsłudze klienta jest na dalszym planie...itp

Jedzenie o sztywno wyznaczonych porach. Generalnie łatwo się zorientować, która jest godzina - o 11.40 jedzeniowe punkty świecą pustkami, ale gdy tylko wybije 12, kolejki jak w PRL. To oczywiście wiąże się z odgórnie ustaloną przerwą na lunch. Ale podobnie jest w weekendy - o 12 place zabaw, ulice czy sklepy pustoszeją, wszyscy idą jeść. Albo np w restauracjach w turystycznych miejscowościach. Kuchnia jest otwarta między 12 a 14 i nikogo nie obchodzi, że jakiś zbłąkany turysta nie zgłodniał o 15. Trudno, turysto, radź sobie sam, czekaj do 18 lub 19.

Jednostronny laicyzm, stosowany tylko w stosunku do religii chrześcijańskiej. Muzułmanie obnoszą się ze swoją tradycją, obyczajami, prawem bez ograniczeń. Często totalnie bez poszanowania tradycji, obyczajów, czy prawa kraju, w którym goszczą. To zresztą poważny temat i spory kłopot we Francji.

Techniciens, potrzebni do wszystkiego, z którymi szalenie ciężko jest się umówić, którzy cenią się niemiłosiernie, i mają bardzo wąskie specjalizacje. Np informatyk, który stwierdza, że komputer jest zepsuty i boi się go rozkręcić i podmienić kartę graficzną (żeby sprawdzić, czy to karta, czy płyta główna). Po wszystkim zresztą okazuje się, że wystarczy leciutko zgiąć jeden drucik...

I wiatr... Przenikliwy, zimny, wiejący we wszystkie strony naraz. Te zdjęcia są sprzed dwóch tygodni, gdy jeszcze nie było zimno.







.

5 komentarzy:

  1. Hej, Anglia bardzo podobna. Chociaż nie ma tutaj psich kupek (niesprzątnięcie po swoim psie jest bardzo drogie) to jednak widzę podobieństwo. Jest nawet i wiatr, który wieje albo od morza, albo od lądu. Ciepło pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Widać nigdzie nie jest idealnie ;) Choć zdjęcia z wiatrem we włosach mają swój urok :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę ciekawy blog, miło się go czytało i oglądało. Zapraszam na mojego http://labelsout-lifedesigners.blogspot.com/ dopiero zaczynam bloggowanie, więc wszelkie rady mile widziane. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. emigracja ma to do siebie, że człowieka wkurza czasami ta inność świata w którym się znajduje. nawet jeśli jest piękny, jest jednak obcy. ciężko nam zrozumieć tą inność. Ale wierz mi, że gdy się wraca do kraju to nagle zaczyna porażac ile rzeczy u nas jest dziwnych i kuriozalnych. A przede wszystkim jak strasznie brzydki jest nasz kraj.. nie krajobrazowo oczywiście - mam na myśli zagospodarowanie przestrzenne i chaos urbanizacyjny i szpetne reklamy, brzydką architekturę współczesną, i inne takie. Wówczas wydaje się, że zachód z tymi uroczymi miasteczkami, ładem i porządkiem (pomijam psie kupy:)) jest jednak piękny:)) a tak serio to wszędzie dobrze gdzie nas nie ma :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Co prawda z biurokracja francuską nie miałam zbyt wiele do czynienia, ale z całą resztą się zgadzam.
    ale co zrobić.. i tak mam słabość do Francji ;) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!