niedziela, 29 stycznia 2017

Nawet chcieć się nie chce dziś, czyli jak dodać sobie energii w zimie

 

 Gdy rozbiera się choinkę i zdejmuje te wszystkie świąteczne ozdoby z domu, to ten moment się zbiega z takim niefajnym okresem zawieszenia.

To jest ten czas kiedy wyczerpują się do zera zapasy energii i słońca zgromadzone w lecie. Czas atakujących ciągle infekcji i braku sił by z nimi walczyć, czas zimna przenikającego do kości, ospałości, zmęczenia i górującej nad wszystkim potrzeby zawinięcia się w kocyk z czymś ciepłym do picia, oglądania dobry filmów i czytania rozbuchanych powieści przez najbliższy miesiąc.
Dopadło i mnie, mimo ostatnich zachwytów zimą i zimnem.
Nie chce mi się ćwiczyć, za to chce się jeść, i to najbardziej frytki, fondue i treściwe zupy, ze śmietaną. Albo ciasta, jeszcze ciepłe najlepiej, maślane.

Słucham sobie teraz Tajemniczy Ogród i tak na mnie sugestywnie działają te opisy budzącej się przyrody... I ta choinka wyrzucona... A przy tym zima w pełnym rozkwicie i nawet nie próbuję jeszcze budzić w sobie tego nastroju przedwiosenno - oczekującego i kupować tulipanów z Lidla czy siać rzeżuchy - to jeszcze nie ten czas. To czas, który trzeba przetrwać, i jakoś radzić sobie z kompletnym brakiem energii, który, niestety, trochę się kończy błędnym kołem, bo im mniej mam energii, tym mniej  robię, a im mniej robię, tym mniej energii mam.
Dlatego, staram się jakoś spiąć w sobie i ratuję się, jak mogę. Jakiś czas temu, żeby jakoś się ożywić, wprowadziłam u siebie "program naprawczy", bo jak tak dalej pójdzie, marca doczekam jako grubas bez kondycji, za to z pryszczami, wzdęciami i depresją.

Co ciekawe, małoletni nie odczuwają zupełnie spadków energii

Powiedziałabym, że jest wręcz przeciwnie...
Generalne założenie, to "jak mogę, wybieram zdrowiej". Czyli może i tucząco i ciężkawo, ale przynajmniej naturalnie. Czyli np frytki z prawdziwych ziemniaków a nie czipsy. Majonez robiony w domu z jajka od szczęśliwej kury, zupy z dużą ilością warzyw, zupy kremy. Zapiekanki może i z masą roztopionego sera ale też masą dobrych i wartościowych rzeczy w środku. Przypraw dużo, ale żadnych gotowych mieszanek, żadnych "miksów, fixów" itd. Żadnych margaryn za to sporo dobrych olejów. Zdaję sobie sprawę, że czasem może to przypominać zamawianie coli zero do bigmaca, ale podobno diabeł tkwi w szczegółach.


A do tego dodaję różne napoje mocy.
Dzień zaczynam od ciepłej wody z cytryną, miodem i chili.
Codziennie piję zakwas buraczany. (pisałam o nim już tutaj) Zwykłe i poczciwe buraki same w sobie działają pobudzająco ożywczo i energetycznie, a do tego mają całe mnóstwo wartości odżywczych (żelazo, kwas foliowy i masa witamin), a kiszonki to wspaniała rzecz wzmacniająca odporność.

Piję koktajle z zapałem neofity - mamy wreszcie porządny blender kielichowy, który mieli mi liście i twarde warzywa tak, że moje smoothies są naprawdę smoooooooooth. Zawsze staram się tam wrąbać jakiegoś superfooda - olej kokosowy, jarmuż, spirulinę, jagody goji, siemię lniane, komosę ryżową - oczywiście tak, żeby całość dobrze smakowała. (na zdjęciu jagody goji, resztka jaglanki porannej, banany, pomarańcza i grejpfrut)


Piję też "herbatkę imbirową". Chodzi o parę plastrów świeżego korzenia imbiru gotowanych przez parę minut w wodzie. Imbir, jak pewnie wiecie, jest super, podkręca metabolizm, wzmacnia organizm, leczy przeziębienia i zwiększa koncentrację (przydatne!)

I w ogóle piję ciepłe rzeczy zawierające zdrowie. Czystek, lipę, melisę.

No i zmuszam się do machnięcia czasem nogą czy ręką. Albo przynajmniej solidny plac zabaw czy spacerek z dzieciakami.


A poza tym, nie odmawiam sobie jakoś drastycznie tych esencjonalnych zup, zapiekanych ziemniaków, kremowych sosów i złocistych grzanek. W końcu kiedy, jak nie teraz? Czasami trzeba sobie trochę pofolgować, pogłasiać swoje zmarznięte (i wychudzone zapewne...) wewnętrzne dziecko.

 

22 komentarze:

  1. o matko! mam to samo! myślałam, że jestem jedyna na świecie, ale jednak nie :) deficyt energii mnie strasznie dołuje. marzę o łóżku 24/7, zapuszczona chałupa wnerwia, podobnie zapuszczona ja. ale sił brak, by się ogarnąć. jak żyć!? :) nasza choinka rozebrana leży pod domem, bo ekipa sprzątająca nie zabrała jej już drugi tydzień, więc patrzy na mnie z wyrzutem za każdym razem, kiedy wychodzę na dwór. przez chwilę pomogły mi tulipany w wazonie, ale zwiędły :D też miały dość! :) ja też piję herbatę z imbirem, ale nie wiedziałam, że trzeba go chwilę zblanszować, wrzucam takie surowe plastry. i jeszcze kilka goździków. przyjemnie grzeje oraz pachnie. trzymajmy się i byle do wiosny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D:D Ja do herbaty też wrzucam po prostu plastry. Ten gotowany imbir piję sam, po prostu plastry imbiru gotowane na wodzie. Szczypie, ale fajnie rozgrzewa:)

      Usuń
  2. Bardzo BARDZO na czasie. My teraz odżywiamy się głównie zupami, codziennie mam chęć na cieżkie śniadanie, bo bułka z szynką wydaje się taka.. zimna :)
    Smażone jajka, kiełbasy, soczewice, fasole. Generalnie to tak wygląda nasza dieta. Ale poza tym jemy naprawdę dużo zup, ostatnio takich tradycyjnych, rosołków, kapuśniaków, krupniku. Dzieciom smakuje, roboty przy tym mało, a żarcia tyle, że rozpracowujemy to potem przez dwa dni. Ale niniejszym zrobiłaś mi ochotę na pieczone ziemniaki. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ciepłe śniadanie musi być. U nas na tygodniu owsianka / jaglanka, w weekendy wymyślamy różne zapiekane jajka, szakszuki i frankfurterki:)
      A zupy są najlepsze!

      Usuń
  3. Masz rację... Przychodzi zima taki czas... Mój zapas energii z lata wygasa zawsze, gdy nie ma śniegu. Jak jest tak, biało, jak na Waszych zdjęciach, to robi mi sie lepiej, jakos mniej depresyjnie. Ty poszukujesz swojej odskoczni w diecie, napojach. Ja, jako mama nie malująca się, wykorzystuję ten czas na poszukanie jakiegoś ciekawego kosmetyku, maseczki... Ostatnio częściej sięgam po naturalne, robię w domu lub kupuję (https://bobomio.pl/dla-mamy/kosmetyki-naturalne/do-twarzy). Gdy tylko dzieć pójdzie do przedszkola, organizuję sobie SPA i regeneruję siły. BTW: piękne wnętrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, śnieg poprawia morale, jest po prostu ładniej;)
      Co do robionych w domu kosmetyków - robię je od wieeelu lat, kupuję półprodukty i większość mieszam sama. Uwielbiam oleje (na wieczór mieszane z żelem hialuronowym), a rano różne fajne sera

      Usuń
  4. Myślę, że to w ogóle jest czas na rozgrzewające zupy, herbaty i zdrowe odżywianie, zwyczajnie domaga się tego nasz organizm. U nas od dawien dawna wegetariańsko, bez mięsa i się dobrze mamy, poza tygodniową przerwą spowodowaną grypą żołądkową i inne małe przeziębienia. Ale nie jest źle. Mnie to marudzenie sralińskiego czasami doprowadza do szału, ale powtarzam sobie, że to dobry nauczyciel cierpliwości.

    Trzymaj się więc i wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My nie całkiem wegetariańsko jednak, ale mięso mamy mocno ograniczone:)
      A Sralińscy to najlepsi nauczyciele cierpliwości na świecie:D

      Usuń
  5. Oh, ja też bym się w kokon zawinęła najchętniej (:. Ale sesja nie wybiera- zima, nie zima. Z Twoich sposobów korzystam z imbirowych napojów i koktajli, to moje ulubione. Od siebie dodam jeszcze yerbę, którą odkryłam w tym roku i dobrze mi służy. A tak zupełnie na marginesie, to masz świetne żarówy w kuchni!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wczoraj robiłam sama chipsy ;)
    Kawa z przyprawami korzennymi to też dobry akumulator dla organizmu. Poza tym herbata zielona z odrobina sou z cytryny.
    Zima mi nie straszna, ani przeziębienia. Hartuję się, biegam, nie ważne czy śnieg czy deszcz, to bardzo pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo! A z czego te czipsy?
      Przyprawy korzenne zimą uwielbiam, ale zielona herbata pasuje mi najbardziej jak jest ciepło:)
      Bieganie i hartowanie na pewno pomaga i pozytywnie nakręca, kwestia tego, żeby się przemóc i machnąć to koło zamachowe we właściwym kierunku ;)

      Usuń
    2. ja też jestem za zieloną herbatą ;) na ciepło jest genialna, ale niektóre - np Matcha można pić również zimne

      Usuń
  7. Mamy okazję zobaczyć Pani bloga po raz pierwszy, na pewno będziemy zaglądać częściej! ?? Zapraszamy Panią i czytelników do wzięcia udziału w konkursie walentynkowym, w którym można wygrać perfumy Carolina Herrera Good Girl, Armani Acqua Di Gio Profumo oraz voucher. Pozdrawiamy! http://wisebears.pl/konkurs-walentynkowy/

    OdpowiedzUsuń
  8. ja sie podstymulowalam
    kontuzja kolana na 2 tygodnie przed wyjazdem na narty
    i jak jechalam rozbita ta perspektywa to zlapal mnie radar ,francuski, w prezencie urodzinowym dostane 100 euro do zaplacenia
    po takiej dawce adrenaliny w ciagu 3 dni zapomina sie ze to zima
    nie polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu... nie zazdroszczę absolutnie takich stymulacji...
      Trzymaj się i zdrowia!

      Usuń
  9. Jakoś mi nawet leci ten czas zimowy. Dziewczyny dostarczają nam wciąż nowych atrakcji. W zeszłym tygodniu spędziłam kilka dni w szpitalu z Hanką. Jakaś hmmm... upierdliwa biegunka się jej uczepiła i koniec końców trzeba było dzidzię podłączyć pod kroplówkę :/. Na szczęście już jesteśmy w domu i (nie chcę zapeszać, ale) chyba wszystko wraca do normy :).

    Tak się rozsmakowałam tej zimy, że tylko regularne machanie ręką i nogą ratuje jako tako moją figurę :)!!!



    OdpowiedzUsuń
  10. Zatrzymałam się u ciebie na chwilę... tak swobodnie, sielsko ... aż chce się odpocząć czytając ciebie z kubkiem gorącej malinowej herbaty :)

    OdpowiedzUsuń
  11. co prawda tulipany to piekne kwiatki sa, ale pora nie ta. No mnie nie pasuje tak wczesnie juz wiosna. ale rosliny zyja troche inaczej, u nich juz sie okres przebudzenia zaczal. takze mysle, ze i my musimy byc cierpliwi :)
    Co denerwuje to malo slonca. rzuca sie na mozg niestety. depresyjnie. wiec jak najbardziej trzeba wyciagac ciezkie oreza :)

    OdpowiedzUsuń
  12. też staram się robić co mogę żeby przetrwać te miesiące(najgorsze w roku według mnie), zawsze marzę żeby wyjeżdżać w tym okresie w jakieś ciepłe miejsca, bo tak bardzo brakuje energii i chęci do życia

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja na rozgrzanie i dla wzmocnienia energii polecam yerba mate. Sklepy oferują ją w każdej formie od klasycznej, do instant, także na pewno uda się zabrać je ze sobą nawet na zimowy spacer.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!