wtorek, 15 grudnia 2015

zimowe jedzenie


Jest zima, a w zimie musi być zimno.

Pisałam już tutaj wielokrotnie, że jedzenie w ciepłych miesiącach jest dla mnie rozkoszą totalną. Uwielbiam tę prostotę, na jaką można sobie pozwolić, gdy wszystko aż bucha intensywnością i odurza wszystkie zmysły.
Ale w gruncie rzeczy, zimą tez może być pysznie, choć trzeba się trochę bardziej wysilić.

Jakiś czas temu na blogu Ruby Times znalazłam sporo fajnych pomysłów na zastąpienie pomidora w zimie.
A dziś u mnie będzie o rozgrzewającej mocy jaką zimowe jedzenie może mieć.

W swoim czasie dość mocno zainteresowałam się medycyną chińską i gotowaniem według pięciu przemian. Spodobało mi się w tej metodzie holistyczne podejście do organizmu i zdrowia i to, że jest ona mocno osadzona w naturze, w otaczającym świecie i zmieniających się warunkach. W końcu człowiek jest elementem świata, a wszystko ma wpływ na wszystko.
Nie będę tu się wymądrzać na jej temat, w Internecie jest mnóstwo artykułów, for, całych stron poświęconych właśnie Pięciu Przemianom. (W fajny, przystępny sposób przedstawiona jest np tutaj lub tutaj)
Chyba lenistwo spowodowało, że według pięciu przemian nie gotuję, ale sporo zasad weszło mi w krew. Jedną z nich jest właśnie dbanie o rozgrzewające jedzenie gdy zimno.

Taka dieta nie tylko sprawia, że robi nam się ciepło od środka, ale także dodaje energii i wzmacnia odporność.

Czyli co.

Ciepłe i gorące składniki

Brzydko się nazywająca, tzw obróbka termiczna. Dość logiczna sprawa, i mało odkrywcza, ale jedzenie ma być zwyczajnie ciepłe. Pieczenie, gotowanie, parowanie, duszenie. W zimie warto unikać surowości i prosto-z-lodówki.

Doprawiamy na ciepło.
Na ciepło, w sensie rozgrzewającymi przyprawami. Imbirem, kurkumą, cynamonem, papryką, chili, gałką muszkatołową, pieprzem, ziołami, kardamonem, czosnkiem.
Fajne czasami wychodzą połączenia i zwykłe dania zyskują nową jakość.
Np wspaniale smakuje dynia doprawiona gałką muszkatołową, w arcyprostej zupie (dynię pieczemy, na patelni dusimy cebulę na maśle z gałką właśnie (i solą i pieprzem), dodajemy do tego upieczoną dynię, zalewamy bulionem, gotujemy, miksujemy. Błyskawiczne, znakomite), albo w takim risotto. Nudnawy kalafior zyskuje zupełnie inny smak w takim połączeniu z kardamonem, a zupa pomidorowa z cynamonem.


Zupy! To prawdziwe dobrodziejstwo na zimową porę. Zdrowie w płynie, ciepła rozkosz w brzuchu, ratująca morale i zdrowie po przydługim pobycie na placu zabaw z niezniszczalnym półtoraroczniakiem.
Tradycyjny polski rosołek nazywany jest żydowską penicyliną.
Zupa z pieczonej dyni, pieczonej papryki i czosnku (zalane bulionem, zagotowane, zmiksowane), z dodatkiem oleju z pestek dyni.
Zupa porowa (białe części porów pokrojone w plastry i podsmażamy na maśle klarowanym, dodajemy do tego startego ziemniaka, zalewamy bulionem, gotujemy. Fajnie pasuje do tego garam masala)
Zupa cebulowa, francuski klasyk. Ja dokonuję profanacji i na koniec ją miksuję, nie lubię tych cebulowych pasm w gardle. Warto zrobić ją na prawdziwym brązowym bulionie wołowym, wtedy z pospolitej cebulówki staje się totalną delicją. Do gara można też dodać kieliszek wódki.
Zupa kalafiorowa, z czipsami z kalafiorowych liści. Kto by pomyślał.
Albo cukiniowa, np taka.
I klasyki, krupniki, żurki, barszcze... Ach te zupy.

Kasze.
Cudowne, wspaniałe kasze, dawniej będące podstawą polskiej kuchni, trochę traktowane po macoszemu, ostatnio jakby wracają do łask. Zwłaszcza jaglana, która stała się prawdziwą celebrytką kaszową.
My zajadamy się jaglanką rano przeważnie, w wersji wypasionej. Gotuję jaglankę na wodzie (płuczę ją najpierw, a potem zalewam zimną wodą i gotuję, w razie potrzeby dolewam wody), z dodatkiem rodzynek albo suszonych moreli, pod koniec gotowania dodaję prażone jabłka z cynamonem. Albo gruszki. I jeszcze, żeby było pożywniej, olej kokosowy, albo masło. Dosładzam syropem z agawy.
Ale dodaję też jaglankę do różnych pulpecików mięsnych, jest jaglana fajną bazą do pasztetów warzywnych.

Uwielbiam też gryczaną, chętnie w klasycznej postaci z sosem pieczarkowym i ogórkami kiszonymi. Albo w wersji arcy prostej, czyli kasza gryczana gotowana z dodatkiem oleju z pestek dyni, z podprażonymi pestkami słonecznika, podprażonym siemieniem lnianym, solą morską i oliwą. Albo w chlebie.

Pęczak, u mnie w krupniku, albo takiej sałatce np.


Kolorowa fiesta na paelli

Kolory. Sam widok słonecznej dyni, bordowego sosu pomidorowego z fasolą czerwoną, papryki skwierczącej w piekarniku na pomarańczowo, słonecznego rosołku jakoś dodaje energii i rozgrzewa serca. Wato dbać o estetykę, o energetykę kolorystyczną, choćby w postaci posypania jedzenia przyprawami, czy soczyście zieloną natką pietruszki

Ograniczenie wychładzaczy. Zresztą, warto zdać się na intuicję, w końcu kto jesienią ma ochotę na jogurty, zieloną herbatę czy arbuzy?

Lokalność.
To kolejna zdroworozsądkowa zasada. W naszej szerokości geograficznej nie rosną pomarańcze ani banany, które są wspaniałym orzeźwieniem dla narodów południowych. Skoro są orzeźwieniem, to słabo sprawdzą się wśród grudniowej zawieruchy. A nasze nudnawe może buraki, selery, cebule i inne mają spory potencjał.

Tutaj lokalność ze szczyptą Zagranico, czyli makaron pietruszkowy z pieczonymi buraczkami i camemberttem
Do picia.
Zwykła ciepła woda (warto zainwestować w filtr, wtedy smakujemy wodę, a nie kamień).
"Herbatka" imbirowa, czyli woda z gotowanymi plastrami imbiru, po przestudzeniu można dodać miodu. Rozgrzewa i wzmacnia
Ziółka. Np lipa, melisa, czystek, pokrzywa. Są smaczne i ciepłe, a do tego mają mnóstwo pozytywnych właściwości, witamin i mikroelementów.
Kawa zbożowa. Dopiero przy okazji ciąż odkryłam ten napój i  bardzo polubiłam.
Kawa przyprawowa.
Grzańczyk.




Absolutne niebo w gębie, czyli wołowina po burgundzku. Taki rodzaj wypasionego gulaszu, na obłędnym wołowym bulionie i winie.


 Jeszcze dodam, że nie jestem absolutnie jakimś fanatykiem, do obiadu mieliśmy dzisiaj (wychładzającą wg KPP) cykorię, wczoraj popijaliśmy z mężem zwykłe zimne piwko, olej kokosowy specjalnie lokalny nie jest, a banany mam często na podorędziu, gdy niespodziewany głód atakuje mój przychówek. A gdy mi się nie chce, jemy prosty makaron albo zwykłe pierogi ruskie z zamrażalnika. Ale jednak miło jest się szanować, gdy nie szanuje nas aura i podbać o siebie warto.

8 komentarzy:

  1. Aaaach, cudowny, cudowny wpis! Też uwielbiam zupy zimą, zwłaszcza te z pieczonych warzyw, i właśnie tak jak piszesz - po powrocie ze spaceru podgrzewasz tylko i już cała rodzina się zajada, to takie proste.Kaszy też ostatnio jemy dużo więcej, zwłaszcza pęczaka i gryczanej, ostatnio na Kwestii Smaku znalazłam genialne "Pęczotto" z kurczakiem i burakami. Polecam również, a i kolorystycznie wygląda bosko.
    W zimie rzeczywiście wszystko prosto z lodówki wydaje się takie mało przyjemne, aż nie chce się jeść zimnego. Może dlatego ostatnio żywimy się głównie omletami:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czaimy się na pęczotto, nigdy nie próbowaliśmy:) A omlety uwielbiam:)

      Usuń
  2. ja, ja mam zimą ochote na zieloną herbate :)

    właśnie zimą pijam, bo latem zielone wino :)

    oryginalnie u ciebie, coć sporo racji, wsłuchując się w własny organizm intuicynie wybieram curry z kurczka zimą , al latem lekkiego łososia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam zielona herbatę właśnie w lecie, na zimno, w zimie mi nie pasuje. A curry zimą jest super:)

      Usuń
  3. Ostatnie słowa komentarza są najfajniejszym stwierdzeniem- szanujmy siebie zaczynając od żółądka :)) Lubię te Twoje wpisy, również kulinarne, bo chociaz o wielu rzeczach wiem, to czasem zapominam i tak wracam teraz do tych przepisów :) Piękne zdjęcia, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo. Dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Dzięki Tobie odkryłam Kwestię Smaku :)!!! Prawdziwa skarbnica przepisów :D!!! Ostatnio zrobiłam przepyszne risotto z kalafiorem i soczewicą. Gotowałam potrawę z lekkim niepokojem, bo mieszanka słodkiego z pikantnym nie do końca mnie przekonuje. Wyszło prawdziwe... niebo w gębie :D!!!
    Muszę wypróbować Twoje zupy :). Zimą są rzeczywiście najlepszymi rozgrzewaczami :D!!!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No pięknie opracowany post.
    Dania wyglądają bardzo apetycznie no i przyjemnie też podpatrzeć jak gotujesz.
    A u mnie, zielona herbata tylko na chłodne wieczory.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!