czwartek, 2 czerwca 2016

Wycieczka Doliną Ciemięgi

Sama nazwa, Dolina Ciemięgi, ma dla mnie coś niezwykle pociągającego, w sumie nie wiem, z jakiego powodu... Ciemięga, jak się zastanowić, nie jest najpiękniejszą nazwą jaką może mieć rzeka. Ale i tak mi się podoba, może jakieś nie do końca uświadomione skojarzenia, może sylaby dobrze brzmią. W każdym razie bardzo się cieszyłam na naszą ostatnią wycieczkę około lubelską.

To szlak rowerowy na północ od Lublina, wiodący, jak można się domyślić wzdłuż Ciemięgi. To mała, ale pełna uroku rzeczka, która meandruje sobie w lessowych wąwozach, wśród bujnej roślinności (kserotermicznej według przewodnika, cokolwiek to oznacza, w każdym razie parząco - drapiącej). Zaczyna się w Ciecierzynie, prowadzi przez Dys i Pliszczyn i jest fatalnie oznakowana, dlatego przed wycieczką warto zaopatrzyć się w aktualną mapę. Albo zdać się na nos / własną orientację / przypadek / przeznaczenie.

Generalnie szlak prowadzi wiejskimi szosami, nie najbardziej ruchliwymi, wśród przyjemnych wiejskich krajobrazów.
W pewnym momencie był taki fragment, nastawiony chyba na piesze spacery, wybitnie zresztą malowniczy, prowadzący wąwozem nad samą rzeką bardzo wąską ścieżyną wyciętą w zboczu tego wąwozu. Ten odcinek pokonaliśmy prowadząc rowery, praktycznie niosąc przyczepkę z zaśmiewającym się wnętrzem, smyrani rozmaitym zielskiem (głównie pokrzywami).

Jak Gladiator, czyli głaskanie zboża za każdym razem gdy się jakieś trafi.
 

Istotny element każdej wycieczki, czyli piknik zorganizowaliśmy na pięknym terenie domu zakonnego w Pliszczynie, gdzie młodzież miała okazję wylec z przyczepki, wybiegać się boso po trawie i zerwać dla mamy wszystkie stokrotki w okolicy, podczas gdy starzy leżeli sobie na kocu w pełnej błogości, patrzyli w liście na tle cudownie błękitnego nieba (a także na nogi w licznych bąblach pokrzywowych), słuchali entuzjastycznych ptasich trelów i mruczeli z zadowolenia.





Dzień był bardzo udany, tym bardziej, że ładunek przyczepkowy tym razem zgodny, zadowolony i rozśpiewany. Szkoda tylko, że pod sam koniec wracaliśmy przez najbrzydszą wieś świata, o masakrycznie podziurawionych drogach (nawet jak na wymagania rowerowe), zabudowach z dykty, blachy i sajdingu, pełnych przedziwnych sprzętów złożonych głównie z rdzy.

8 komentarzy:

  1. Po prostu pięknie tam, Z I E L O N O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ja nie chcę wiele, ciebie i zieleń" ;)
      Pięknie było, to prawda:)

      Usuń
  2. Cudownie. Przypomniałaś mi jak wiele tej wiosny tracę. O ile jeszcze w zeszłym roku robiliśmy sobie takie właśnie wycieczki wokoło naszej mieściny- i rzek i dolin, i pagórków, i równin, to w tym roku klapa straszna. Nie mam pojęcia dlaczego naokrągło chorujemy ( tzn. przypuszczam, że to jednak przemęczenie miejscem pracy) i nie możemy tyle zwiedzać. Pięknie tam u Ciebie, tak sielsko jak lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdrówka życzę dużo! Obyście nadrobili latem:)

      Usuń
  3. Jak ja tesknie za moja Polsku i tymi polami, cos cudownego.monia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We Francji pięknej też mi było tęskno za tymi krajobrazami, więc rozumiem najzupełniej. Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Uwielbiam takie sielskie klimaty :)!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!