czwartek, 31 marca 2016

Rzemiosło, rękodzieło, DIY


... Lub swojsko, trochę sermiężnie kojarzące się zrób to sam, zyskało dość niedawno drugie, nowe życie w wersji glamour. Internety pełne są wzbudzających poczucie winy i niedoskonałości zdjęć, pomysłów, inspiracji (znielubiłam to słowo ostatnio) pokazujących pomysły DIY wszelkiej maści, od ozdób świątecznych, przez zabawki i meble dla dziecka, na biżuterii własnej kończąc.

W sumie, ta popularność trendu własnoręcznej roboty dobrze świadczy o naszym społeczeństwie, w sensie o jego rozwoju. Wzbogaciliśmy się, nasyciliśmy, osiągnęliśmy pewien poziom, teraz potrzebujemy coś tworzyć.

Oto staliśmy się Legendarnym Zachodem, gdzie DIY, czyli "zrób to sam", przerabianie ubrań, samodzielne wymyślanie zabawek przestały być koniecznością i brakiem innych perspektyw, a stały się modą, zabawą, jakąś formą samorozwoju dość typową dla coraz popularniejszego życia w stylu slow


Co w sumie jest dobre i pożądane, o ile nie staje się kolejną formą udowadniania własnej doskonałości.



Osobiście bardzo lubię tak spędzać czas. A dlaczego?
To mnóstwo satysfakcji, ta świadomość, że oto właśnie własnoręcznie stworzyłam coś, co ma bardzo rzeczywiste i praktyczne zapotrzebowanie. Zwłaszcza w czasach korporacji, tzw przekładania papierków, wpisywania cyferek i bycia w pracy trybikiem ogromnej maszyny, która, umówmy się, ani nas do końca nie obchodzi, ani jej brak nie byłby dla ludzkości katastrofą.
Zrobienie czegoś, co ma znaczenie i jest zwyczajnie potrzebne. Nawet jeśli jest to upieczenie codziennego bochenka chleba, który zjemy rano na śniadanie. Ten bardzo wymierny efekt działania daje, jakkolwiek szumnie to zabrzmi, poczucie jakiejś sensowności.

Radość sama w sobie. Robienie, tworzenie czegoś, zaangażowanie manualne jest zwyczajnie przyjemne i daje inną radość i inny rodzaj relaksu niż np czytanie, czy oglądanie filmów. Wiele z manualnych zajęć bywa porównywanych do medytacji, czy jogi dla mózgu.


A do tego radość, duma i miłe wspomnienia z tworzenia (i prucia -te są mniej miłe) za każdym razem, gdy nasz twór jest używany. Lubię mój wełniany sweter nie tylko dlatego, że jest ciepły, ładny i przyjemny - za każdym razem gdy go wkładam,  zakładam wiele godzin pracy mojej i mamyi to sprawia, że cenię go jeszcze bardziej.

Samodzielne wykonanie czegoś to często spora oszczędność. Można oczywiście wkręcić się w przewrotną machinę DIY i nabywać gadżety, "absolutnie niezbędne" do kreacji... Ale nie trzeba. Mnóstwo można osiągnąć bez wielkiego nakładu środków.
Ja i nasze konto bardzo lubimy między innymi własnoręcznie wykonane kosmetyki - i ich fantastyczny skład za ułamek ceny podobnych preparatów na półkach drogeryjnych lub aptecznych. Na ogół kupuję półprodukty i mieszam, ale zdarza się, że robię kosmetyk od początku do końca. Np peeling do ciała najprostszy na świecie z cukru, mieszanki olejów naturalnych, delikatnego żelu do mycia, czasem jednej kropli olejku eterycznego (dla działania antycellulitowego - i brudzącego łazienkę - można dodać kawę mieloną).

Pomysł na strój wilka dostałam od Sylwii z mamawdomu.pl Dzięki jeszcze raz:)
A gdy za szeroko pojęte rękodzieło zabieramy się z bliskimi, dorzucamy fajną cegiełkę do budowania dobrych relacji. Bardzo miło wspominam wieczór przed karnawałowym balem naszego synka, gdy wspólnie z mężem robiliśmy mu strój. A dzieciaki "pomagające" coś robić też bardzo korzystają, rozwijają małą motorykę, uczą się świata, świetnie się bawią, czują się ważne i potrzebne. I - rzecz nie do przecenienia - są zajęte.


Lubię tworzyć.
Nie jestem przy tym Doskonałą Zosią Samosią, która ma na balkonie we własnoręcznie ulepionych doniczkach hodowlę własnych warzywek, , które potem marynuję (w swoim occie z samodzielnie robionego wina) i zamykam w słoiki, by jeść zimą, albo ofiarować pod choinkę, zapakowane w czerpany (osobiście rzecz jasna) papier z własnymi rysunkami i ozdobiony frywolitką dzierganą wieczorami, okraszając wszystkie etapy pięknymi fotografiami, bardzo artystycznie rozrzuconymi retro-nożyczkami i białym lnem. Gdy tworzę, wokół panuje wybitnie nieartystyczny bajzel, ja jestem w fazie absolutnie niefotogenicznej.
Robię coś sama, gdy mi się chce. Wiem, że mam ograniczony czas i możliwości i muszę decydować, na co je przeznaczę i bez najmniejszych wyrzutów sumienia odpuszczam, gdy nie mam ochoty na tworzenie i decyduję się na gotowce. W końcu na tym polega cała przyjemność DIY, że to wybór, a nie konieczność.

A Wy? Lubicie DIY? Robicie to sami?


13 komentarzy:

  1. Ja nie ;) ale właśnie sie chwale - podpórkami pod książki , pudeleczkami , świecznikami robionymi przez córkę ;) o !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widziałam, brawa dla córki!

      Usuń
  2. Ja CIE...brak mi słów. Bo po pierwsze kunszt słowa, wspaniale się Ciebie czyta. A po drugie, doskonale to wszystko rozumiem, przeżywam wręcz namacalnie. Uwielbiam tworzyć, nie muszą to być wielkie rzeczy, artystyczne, ale te małe użyteczne:chleb, biżuteria, posłanie dla psa, ogródek zielny... mnóstwo tego, a wypełnia życie, tworzę bo chcę, bo radość mi to daje, bo bez tego pustkę mam. A już zupełnie wariuje jak dla Dziecia lub z Dzieciem :) Ostatnio taką masą z mąki i oleju dom upapraliśmy. Warto było :) pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa:)
      Takie twórcze zabawy z dzieciakami są super, szkoda że tyle po nich sprzątania;)

      Usuń
  3. Lubię bardzo, ale muszę mieć chęć i wenę. Robię jakieś pierdółki do mieszkania z wikliny papierowej typu gwiazdy na okno na okres bożonarodzeniowy, zrobiłam Mamie w prezencie wieniec na drzwi tą samą metodą, uplotłam serducha, które sobie wiszą przy lustrze. Wiązankę na wszystkich świętych również zrobiłam za grosze z gałązek świerkowych i kilku kwiatków. Kiedyś coś rysowałam, nawet nieskromnie powiem, że zawisło w domu. Uwielbiam pakować prezenty, wiązać kokardy. Robić bukieciki - staram się, żeby w domu były kwiatki. Samodzielne remonty, drobne naprawy samochodu, a jedzenie, torty, ciasta to inna bajka :) Ale wolę te domowe, bo szybciej zlikwidować efekty uboczne tworzenia, z gubieniem centymetrów po tortach trochę gorzej :P Ucieszyłaś mnie, że u Was tak normalnie, bez przesadyzmu i nic nie jest ułożone od linijki, a robi się z tego co jest pod ręką, bez zamawiania super specjalnych zestawów i materiałów. Zastanawiam się nad maszyną do szycia. Babcia krawcowa to by wypadało umieć spodnie skrócić i uszyć zasłony :) Martyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się kołacze po głowie maszyna:) Gdzieś widziałam rzeczy z tej wikliny papierowej, fajna sprawa:)

      Usuń
  4. Ja duzo przerabiam ciuchow. Spodnice to moja specjalnosc ;). Igla, nitka i w pare wieczorow mam nowy ciuch :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ręcznie, czy masz maszynę? Ja bym chciała, chociaż jak mam głupi guzik przyszyć to zbieram się przez parę dni;)

      Usuń
  5. lUBIE TO: "Nie jestem przy tym Doskonałą Zosią Samosią, która ma na balkonie we własnoręcznie ulepionych doniczkach hodowlę własnych warzywek, które potem marynuję (w swoim occie z samodzielnie robionego wina) i zamykam w słoiki, by jeść zimą, albo ofiarować pod choinkę, zapakowane w czerpany (osobiście rzecz jasna) papier z własnymi rysunkami i ozdobiony frywolitką dzierganą wieczorami, okraszając wszystkie etapy pięknymi fotografiami, bardzo artystycznie rozrzuconymi retro-nożyczkami i białym lnem. "
    zWLASZCZA TE NOZCZKI :))))) jeszcze dodam ze sloiczki sa przykryte fanatzyjna szmatka i kazdy ma kaligraficzny podpis :) Nie powiem, ladnie to wyglada :)))
    Mam tak samo. ALe w sumie, chcialabym czasem miec na to czerpanie wlasnego papieru...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miec czas mialo byc..:)

      Usuń
    2. Ja też lubie sobie czasem popatrzeć na takie łądne zdjęcia z "procesu tworzenia" i zawsze się zastanawiam, jak wyglądają tzw "kulisy" poza kadrem i czy to inni są tacy nienaganni, czy ja taka nieogarnięta;)

      Usuń
  6. Zdecydowanie się zgadzam z tym co piszesz, to że DIY stało się tak popularne jest rzeczą bardzo dobrą! Ludzie, którzy się w to angażują (bez względu na pobudki) przestają być automatycznie tylko 100%wymi konsumentami, stają się choćby na chwilę twórcami, a to sprawia, że czują radość, satysfakcję, czasem świadomość, że coś nie jest takie proste do zrobienia jakim się wydaje, a to z kolei generuje większy szacunek dla innych twórców, do tego niejednokrotnie oszczędzają pieniądze no i mają coś co potrzebują (mniej lub bardziej:)
    Kiedyś ludzie tylko tak funkcjonowali, jeśli czegoś potrzebowali musieli to dla siebie wytworzyć, nasze babcie, prababcie, dziadkowie. My dzisiaj w czasach dobrobytu nie musimy. Ale chcemy. I to jest fajne! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pewnie nie zdziwię Cię, że mam podobne podejście do DIY. U nas to wszystkko zawsze mało perfekcyjne, ale za to bardzo kolorowe i dające dużo radości. Dzieciaki uwielbiają coś tworzyć i właśnie spełniają się moje małe marzenia, gdy z rana piję w spokoju herbatę przed komputerem, podczas gdy Kropka OD GODZINY (!!!) siedzi przy kuchennym stole i ćwiczy się w rysowaniu słoneczek (piękne już jej wychodzą, a robi to wyłącznie z własnej woli).
    Rękodzieło rządzi! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!