sobota, 21 czerwca 2014

Jak mieć udane wakacje z dziećmi


Jeszcze o naszych lazurowych wakacjach trochę chciałam napisać.
Jak zrobić, żeby wyjazd pod namiot z dwójką maleństw był dla wszystkich fajnym przeżyciem? Czy udane wakacje z dwulatkiem i niemowlakiem są w ogóle możliwe?


Przede wszystkim trzeba znać swoje dzieci. Brzmi banalnie, ale jednak warto o tym wspomnieć, bo na tej znajomości się wszystko opiera. Są dzieci bardziej i mniej otwarte, jedne lubią nowe miejsca inne mniej, jedne uwielbiają się brudzić, inne (chociaż takich nie znam...) wolą bawić się czyściutko i schludnie. Trzeba tez uwzględnić, czy dzieciak jest przyzwyczajony do wojaży, czy zna tylko bezpieczne otoczenie własnego domu.

Dobrze jest też zadać sobie parę pytań. Czego konkretnie oczekuję po wakacjach? Czego najbardziej się obawiam? Jakich kryzysów mogę się spodziewać i czy są sposoby na ich uniknięcie?

Ogarnąć pakowanie dużo wcześniej. Zrobić solidną listę rzeczy do wzięcia, nie zostawiać pakowania na ostatnią chwilę. Z dziećmi jest tak, że zapomniany drobiazg może mieć dużo poważniejsze konsekwencje, niż gdy zapomnimy o czymś dla siebie.

Czuć się bezpiecznie. Zapakować apteczkę, zapisać numery alarmowe, przypomnieć zasady pierwszej pomocy.

Nie robić intensywnych planów wakacyjnych. Będzie intensywnie, ale w inny sposób.Dobrze jest nie nastawiać się na "zaliczenie" wszystkich atrakcji turystycznych. Bez napięcia i listy rzeczy do zobaczenia możemy się całkiem miło zaskoczyć.

Pozytywnie się nastawić. Dzieciaki doskonale wyczuwają nasze nastroje. Jeśli jedziemy pełni obaw,zestresowani tym, czy "się uda", możemy być pewni, że dzieciaki przejmą nasze negatywne uczucia i okażą je na swój sposób realizując tym samym czarne scenariusze.
Jedziemy na wakacje, cieszmy się tym.


My pojechaliśmy w okolice Hyeres - bardzo pięknego miasteczka. Stacjonowaliśmy na jednym campingu przez cały pobyt, co w "dawnych czasach" byłoby nie do pomyślenia. Ale chcieliśmy mieć jedną bazę, i żeby dzieciaki (zwłaszcza starszak) miały poczucie "małej stabilizacji" po dniu pełnym wrażeń wrażamy na nasz camping, do naszego namiotu. To oczywiście zaowocowało tym, że mniej zobaczyliśmy, ale bez przesady, w najbliższej okolicy atrakcji było aż nadto.

Nie szukaliśmy specjalnie dodatkowych rozrywek, typu wesołe miasteczka, kulki, i inne. Nasz dwulatek miał w zupełności wystarczająco wrażeń zapoznając się z morzem, przyglądając falom, sypiąc piasek i kamienie, obserwując, badając zupełnie nieznaną dotąd rzeczywistość. Plus krajoznawcze przejażdżki w przyczepce.

Jedzenie na wakacjach pod namiotem

Z jedzeniem nie było problemu. Młodsza karmi się piersią, więc nie musieliśmy się martwić o wyparzanie butelek, smoczków i zabieranie wszystkiego ze sobą. A Starszak je to, co my. Wieczorami przeważnie gotowaliśmy sami (uproszczone wersje tego, co w domu - np kuskus z warzywami, prosty makaron). A w ciągu dnia, przeważnie stołowaliśmy się "na mieście". Na śniadanie Młodzian jadł swoja obowiązkową - obowiązkową z jego punktu widzenia- jaglankę lub owsiankę (w domu wymieszaną już z bakaliami). Dodatkowo, na wszelki wypadek zawsze mieliśmy na podorędziu jogurt naturalny, których Bąk jest fanem, i który idealnie gasi pragnienie, chłodzi i lekko syci.

Spanie z dziećmi pod namiotem

Mamy spory, trzyosobowy namiot z jedną sypialnią. Spaliśmy wszyscy razem, na karimatach. Mała w cienkim śpiworu, a Większy przykryty cienkim kocykiem.Wspólne spanie było zdecydowanie praktycznym rozwiązaniem, ze względu na nocne karmienie córy i w razie pobudek
synka - byliśmy obok i mógł się czuć bezpiecznie z dala od swojego łóżeczka.

Zwiedzanie na wakacjach z dziećmi

Chcieliśmy trochę zobaczyć, a jednocześnie nie zamęczyć dzieciaków. Wyjeżdżaliśmy z campingu przed południem (wtedy nie było jeszcze największego upału), chodziliśmy sobie po uroczych miasteczkach a młodzież drzemała albo rozglądała się z perspektywy przyczepkowej. Upalne popołudnia spędzaliśmy z dala od nagrzanych murów.

Przyczepka sprawdziła się też na plaży - duże koła nie zapadały się w piach, stanowiła miłą, przewiewną i zacienioną sypialnię dla bobasa i transportowała nasz pokaźny plażowy dobytek.



udane wakacje z dzieckiem, czy warto podróżować z dzieckiem

 



Czyli da się.

I jeszcze jedno. Dobrze jest wyluzować ogólnie. Może nie wszystko będzie idealnie, może dzieciak będzie wiecznie brudny, może nie spędzimy romantycznych chwil na plaży ani nie zobaczymy paru imponujących zabytków. Może. Ale przecież nie o to chodzi w rodzinnych wakacjach.

9 komentarzy:

  1. Bardzo. Bardzo inspirujące. Jesteś wspaniała i masz ze wszystkim rację! Grunt to nastawienie, dzieciaki są jak papierki lakmusowe, nasze emocje, nasz stres odbijają się na nich. Czym więcej je "cioramy" po różnych nowych miejscach, tym bardziej na luzie to przyjmują - dzieci mają przecież niesamowite możliwości adaptacyjne, nie musimy więc zmieniać całego życia dla nich - one w końcu uznają że nasz styl życia jest jedynie słuszny, prawda? Na kontestację przyjdzie czas dopiero za kilkanaście lat :))) Wspaniałe zdjęcia, cudowne wakacje, wielki szacun dla Was. My póki co zamiast wakacji mamy lokalne jeziora i parki - mam nadzieję, że we wrześniu się uda wyjechać gdzieś dalej - chociaż na namiot to już bym się nie pisała. Kiedyś tak.. teraz to wyższa szkoła jazdy dla mnie :) Niemniej jednak podoba mi się Wasz styl życia - wszystko tak naturalnie, niewymuszone, wiadomo - spanie razem, karmienie.. Najprościej i najlogiczniej jak tylko się da. Wymiatacie kochani! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, Ruby, starsznie Ci dziękuję za takie miłe słowa! I z amądre uzupełnienie postu:D Pozdrawiam ciepło i powodzenia na wrzesień:)

      Usuń
  2. cudownie! Podziwiam Cię od dłuższego czasu, inspirujesz mnie i motywujesz :) wakacje piękne, takie mi się marzą :) świetni jesteście! strasznie się cieszę, że kiedyś tam, tutaj trafiłam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Sledze Twojego bloga od dawna w pelnym zachwycie, ze nie jestem sama w takim a nie innym podejsciu do rodzicielstwa. Sama mam 2.5 letniego synka. To tylko jedno dziecko, troche wiec latwiej. Ale za to mamy tez sznaucera olbrzyma a nie mamy samochodu, wiec pewne dodatkowe utrudnienia sa :) Na wakacje wybieramy sie pod namiot w gory, podobnie jak w zeszlym roku gdy Maly mial 1.5 roku. Bylismy rozbici na bazie namiotowej gdzie dojechac sie nie da i trzeba wszystko wtaszczyc samemu :) Dziecko bylo ciagle brudne, troche podrapane (krzaczory) i posiniaczone (intensywne ogledziny kazdego zakamarka), ale okropnie szczesliwe i zachwycone otoczeniem :) My zrezygnowalismy z intensywnego programu trekkingowego i po prostu wloczylismy sie zrelaksowani po pachnacych lakach i niewysokich gorach. To tak jak pisalas. Jest to INNE doswiadczenie, ale napewno nie gorsze. Jestesmy szczesliwi, ze wszyscy jestesmy razem, ze Malemu mozemy pokazac to co kochamy robic. W tym roku juz nie mozemy sie doczekac wyjazdu :)
    Moge sie tylko podpisac obiema rekai pod Twoim "Czyli da się" !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo za przemiły komentarz:)
      Super, że tak jeździcie :) A psa bierzecie ze sobą? I w jakie góry się wybieracie?

      Usuń
    2. Psa zawsze bierzemy ze soba! To jakby 1/2 dziecka drugiego :) Jedziemy w Beskid Sadecki, dokladnie na baze namiotowa w Muszynie Zlockim. Tam jest super komfort bo na kuchni zawsze duzo garow z wrzatkiem i bazowi maja miski wiec dziecia da sie wieczorem nawet w cieplej wodzie umyc :) Jest tez tam rzeczka Szczawnik gdzie Maly moze sie pomoczyc. Gory jak pewnie sama wiesz, malo ambitne, ale wbrew pozorom pustawe (oprocz koszmarnej Jaworzyny z kolejka). Laki piekne, jagody pyszne. Dziec uwielbia sam zbierac :) Strasznie lubimy sie tak wszyscy razem szwendac bez pospiechu. Zanim Maly sie urodzil zwykle z plecakami i namiotem robilismy trase Bieszczady-Beskid Niski-Beskid Sadecki. Ale na powtorke trzeba bedzie poczekac az Maly dorosnie. Czasem jak widze na trasie ludzi z plecakami to sa chwile, ze zazdroszcze. Ale potem Maly sie usmiecha i juz nic nie zaluje...

      Usuń
  4. ale fajne wakacje takie różnosci.

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie wiele osób uważa, że z dziećmi już nie ma wakacji, a tu można wiele zdziałać

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!