czwartek, 6 lipca 2017

Sielskość


Gdy byłam mała, znałam na pamięć całe fragmenty "Dzieci z Bullerbyn". Uwielbiałam tę książkę i tę malowniczą grupkę dzieciaków i strasznie im zazdrościłam. Sama, nie mając żadnej rodziny na wsi nie mogłam tworzyć tych klimatycznych wiejskich wspomnień.
Stworzyłam sobie za to idylliczne i mocno nierealistyczne wyobrażenia wiejskiego świata. Wieś i wakacje na wsi przedstawiały m się jako niekończące się zabawy w sianie, mleko z pianką prosto od krowy i słodkie kurczaczki, jakoś umknęła mi ciężka praca, muchy i nawet to, że siano kłuje ;)

Dziś mam oczywiście świadomość bajkowości tych wizji, realiów i trudów życia na wsi, ale pozostały wyobrażenia o tym kontakcie z naturą, o tej dobrej prostocie. O zanurzeniu w cykliczności przyrody, o smakach i zapachach i przeżyciach autentycznych, o tradycji i poczuciu przynależności.
I ta tęsknota we mnie jest ciągle i lubię sobie w ten idealistyczny świat wchodzić i zapraszać do niego własne dzieci.
Dlatego lubujemy się w pozamiejskości, odwiedzamy skanseny, urządzamy pikniki w naturze.


No i mamy to szczęście, że nasze dzieci mają dziadków na wsi, co prawda bez krówek i kurczaczków, ale za to z poziomkami i malinami, masą trawy do biegania na bosaka, z zapachami i masą zabawek typu sznurki, wiadra i kamyki. U dziadków na wsi, nasze potomstwo w sekundę przeistacza się w wolne dzieci, zajęte, nie potrzebujące dorosłych, brudne i chłonące świat każdym zmysłem.

Ostatnio, do tej sielskiej palety dołączył jeszcze tradycyjny gliniany piec chlebowy, czyli Cudowna Inicjatywa mojego męża. Budowaliśmy go przez parę klimatycznych popołudni, co samo w sobie było świetną zabawą. Teraz, dzięki niemu, wracając do domu, oprócz pochrapujących od świeżego powietrza dzieci z Bullerbyn wieziemy jeszcze sielskość w postaci pachnącego bochenka.



 


 


15 komentarzy:

  1. Ale chlebek pyszny. Cudownie wygladasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) A chlebek wspaniały, to prawda!

      Usuń
  2. Miałam dokładnie tak samo!!:D Uwielbiałam "Dzieci z Bullerbyn" i marzyłam o życiu na wsi. Do tej pory mi to zostało;) No i też nie miałam rodziny na wsi. Całe szczęście trzy lata temu mogłam się sprawdzić w roli gospodarskiej przy kozach i reszcie inwentarza i poza ranną porą wstawania do zwierząt, to po prostu lubię obrządki w zagrodzie;)
    Piękny piec, taki chleb musi być przepyszny.. ach!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz już niekoniecznie bym chciała mieszkać na wsi, ale odwiedziny i czerpanie z tego klimatu jak najbardziej!
      Jak Ci szło przy kozach? :)

      Usuń
  3. Miałam tą przyjemność spędzać jako dziecko wakacje w rodzinne wsi. Pamiętam wiele, a mogę podać jako ciekawostkę, iż mój dziadek oswoił gęś, która przychodziła do niego wywołana z licznego stada i pozwalała się głaskać.
    To były wspaniałe momenty.

    Własny chleb z porządnego pieca... Marzenie każdego mieszczucha, który choć raz takie spróbował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno gęsi są szalenie inteligentne i przywiązują się nie mniej niż psy:)

      Usuń
  4. Świetny pomysł z tym piecem.
    Moja babcia jeszcze czasami robi chleb na zakwasie i wypieka go w starym piecu. Szkoda tylko, że nie mam okazji posmakować. Czasami przywołuję w pamięci smak wiejskiego chleba, śmietany, masła, podpłomyków...ja, miałam to szczęście spędzać dzieciństwo na wsi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakieś te smaki z dzieciństwa wyrazistsze są...

      Usuń
  5. "niekończące się zabawy w sianie, mleko z pianką prosto od krowy i słodkie kurczaczki" w dzieciństwie u dziadków na wsi miałam to wszystko i jeszcze więcej
    natomiast nie odnosiłam wówczas wrażenia, że dorośli ludzie wokół jakoś ciężko pracują, może to zależy od konkretnego przypadku, ale to obecnie, ludzie spędzający po 8 godzin w biurach wydają mi się bardziej zmęczeni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, praca była ciężka, ale czas pracy był wyraźne odróżniony od odpoczynku. A teraz często niby odpoczywamy, ale tak naprawdę trochę jesteśmy zajęci.

      Usuń
  6. Uwielbiałam i w te wakacje mam postanowienie by zarazić tą miłością dziewczynki. Chyba mamy podobnych dziadków;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale czad!!! Taki chlebuś to nieziemski rarytas!!! W Skowronnie w Starym Domu mieliśmy piec do pieczenia chleba i babcia raz na 2 tygodnie piekła :)!!! Haha... świeży zajadaliśmy, aż się uszy trzęsły... po kilku dniach marudziliśmy i czekaliśmy na nowy wypiek :).
    Wychowałam się na wsi i zawsze zazdrościłam dzieciakom z miasta, że wiodą tak beztroski żywot. Haaaa ja już jako 4-latka żniwowałam. Podkładałam siostrze powrósła pod snopki :). Nienawidziłam łuskać mak i kukurydzę, za to wielką atrakcją były wyprawy po krowy na błonia :). Teraz wspominam te wszystkie obowiązki z nostalgią :)... ha... przy sianokosach łapałam najładniejszą opaleniznę :D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli w dzieciństwie też wszędzie lepiej gdzie nas nie ma ;)

      Usuń
  8. Oj jak ja zazdroszczę Ci tej wsi i chleba ;))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!