wtorek, 25 kwietnia 2017

nicnierobienie



Bycie nieustannie zajętym zrobiło się już, przynajmniej w pewnym kręgach, trochę passé. Mówi się o tym coraz więcej, i coraz więcej osób rozumie, że nie jesteśmy robocikami, i z wielu względów, trzeba sobie zrobić czasami wolne.

 

I teraz, gdy powoli zaczynamy przechodzić do porządku dziennego nad pytaniem "czy w ogóle", i akceptujemy powoli że mamy prawo do czasu dla siebie, nadciąga złowieszcze "jak".

Tu oczywiście na odsiecz przybywają liczne trendy i mody, inspiracje i pomysły na to, jak warto ten wolny (i teoretycznie dla siebie) czas spędzać. Wszystko zmienia się oczywiście bardzo szybko, i można z trendi-wypoczynkiem nie zdążyć.

Dlatego, na wszelki wypadek nie odłączamy się. Cali ogarnięci FOMO, pozostajemy na wszelki wypadek z jednym palcem na gładkiej szybce i jednym okiem na przeestetyzowanych kwadratach. I niby wypoczywamy, ale dostarczamy temu naszemu mózgowi coraz to nowe bodźce, i sprawiamy, że nasze głowy są nieustannie w jakimś przynajmniej stopniu zaangażowane. Trochę na podobnej zasadzie chyba boimy się całkowitej ciszy i jakoś bardziej komfortowo się mamy gdy "coś nam brzęczy".

Zresztą, nawet już zostawiając tę zdemonizowaną nową technologię, czujemy jakiś przykaz wewnętrzny "czegośrobienia" i trochę do tego "naszego wolnego czasu" podchodzimy ambicjonalnie i zadaniowo. Żeby wykorzystać go jak najlepiej, najefektywniej.



Ja też tak trochę mam. Planuję nam wolne popołudnia, dni i weekendy, żeby fajnie spędzić czas, żeby nam nie przeciekł między palcami, bo co się będziemy tak snuć w piżamach, gdy świat czeka!

Ale mój Specjalny Stan trochę mi tu przychodzi na odsiecz. I czasem odcina dopływ energii po prostu. Mam tę chwilę - chwilunię dla siebie i, uwaga, nie wykorzystuję jej konstruktywnie! W ogóle jej nie wykorzystuję, ona sobie po prostu trwa. I ja razem z nią trwam, z ta chwilą dla siebie, leżę, gapię się przed siebie, albo zamykam oczy. I nic nie robię. I nie myślę, nie planuję. Po prostu sobie jestem. I czuję. Czuję, że jest mi wygodnie, czuję delikatny zapach olejków eterycznych, albo popijanej herbaty. Jest mi to ostatnio cholernie potrzebne i, początkowo na zasadzie "no dobra w końcu ciąża, trzeba się czasem polenić", ale teraz już bez żadnych usprawiedliwień, odcinam się od bodźców i daje mi to cudowną niewysłowioną ulgę, jak haust świeżego, chłodnego powietrza po dusznym smrodku.


Polecam szczerze, w ciąży, w pracy, w codzienności, w obowiązkach.

10 komentarzy:

  1. Ja bardzo rzadko mam teraz czas na nic nie robienie......muszę to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też niezbyt często, ale wydłubuję chociaż trochę takiego czasu dla siebie:)

      Usuń
  2. "czujemy jakiś przykaz wewnętrzny "czegośrobienia" - to ja:D
    jednak najlepiej się czuję gdy spędzę czas pożytecznie jednocześnie odpoczywając

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Ja też bardzo lubię aktywny wypoczynek, ale czasem jednak potrzebuję wszelką aktywność wyłączyć

      Usuń
  3. Zbieraj siły, bo niedługo... sama wiesz... będziesz mieć wesoło :).

    Pozdrawiam serdecznie i... wyrzucam tą wstrętną komórę (razem z laptopem) do kosza ;P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, pewnie tak, chociaż w tej ciąży na wiele czasu na odpoczywanie nie mam, może dlatego tak te chwile doceniam;)

      Usuń
  4. Nie jest łatwo nic nie robić;) Czasami uskuteczniam snucie się po domu czy po ogrodzie, ale długo bez mniej lub bardziej pożytecznego zajęcia nie wytrzymam, chyba że ucieknę w książki lub grę komputerową;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, czasami nie jest łatwo:D A z książkami czas płynie zupełnie inaczej;)

      Usuń
  5. Tak jesteśmy uzależnieni od tych internetów i wiecznie brzęczącego telefonu, że dziwnie się robi i rodzina się martwi, kiedy wyłączamy telefon na pół dnia. Jak to kiedyś, w czasach kiedy popularne było jeszcze gadu-gadu, powiedział mój kolega: nawet kiedy siedzę sam w pokoju, żeby posłuchać muzyki to nie wyłączam komunikatora, bo bez niego czuję się jakoś samotnie. Taka prawda, że koniec i kropka. Mam też wrażenie, że kiedy decydujemy się nic nie robić, to inni oceniają nas jak zrezygnowanych. Może masz depresję? Czemu nie idziesz do drugiej pracy? Nie zależy Ci już na nowym samochodzie? I śmieszne i nie.
    Martyna

    OdpowiedzUsuń
  6. W tym co piszesz jest sporo racji. W tym np, że musi coś w tle grać, a ogólnie wielu ludzi nie potrafi zostać samemu z sobą tylko. Wielu jest też takich, którzy nie potrafią wyjść sami na spacer, no bo przecież trzeba mieć do kogo gębę otworzyć. A już o samotnych wakacjach nie wspominam...

    Czy próbowałaś kiedyś nie myśleć? Napisałaś, że czasem nic nie robisz, nie myślisz, ie planujesz... W głowie zawsze szaleją jakieś słówka, myśli pojedyncze, obrazy, wyobrażenia... A czy potrafisz na chwilę wyłączyć kompletnie głowę?
    Pamiętam, że jako dziecko, nie sprawiało mi to najmniejszego problemu. Dziś taka chwila ciszy w czaszce, wychodzi mi na ledwie parę sekund.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!