piątek, 8 lipca 2016

Czy warto decydować się na drugie dziecko z małą różnicą wieku

Dwoje ludzi o wzroście w okolicach metra przeprowadzało skomplikowane wymiany swoich dóbr. "Isklo, czy pozyczysz mi tą książeczkę, a ja ci dam ten samochód?" "Maś" "Dziękuję" "Płosie". I wyszli do swojego pokoju, zostawiając rodziców na podłodze w poszukiwaniu szczęk.

Jedziemy na wycieczkę rowerową. Po pięciu minutach wspólnych chichotów, zaczynają się przepychanki. Przepychanki zmieniają się w jęki. Jęki zmieniają się we wrzask. I rękoczyny oczywiście, z ubezwładnieniem totalnym jako celem. Człowiek nie zdąży się dobrze obejrzeć,a  oczy prawie wydłubane, i ogólnowycieczkowe wrażenia zmieniają się ze "świat jest piękny i harmonijny, cudowne jest to rodzinne wędrowanie" na "niech ktoś zabierze te wrzeszczące bachory" i "co nam strzeliło do głowy żeby to jazgoczące towarzystwo pakować do przyczepki". I taką sinusoidą kolejne kilometry.

"Mama, niunia bam tu zlobiła. Boli, psitul." Przytulam, obdzielam regenerującymi pocałunkami. W tej samej sekundzie dotychczas Okropnie Zajęty Maszynista robi się strasznie nieszczęśliwy, natychmiast potrzebuje mamy BARDZIEJ i biegnie po pocieszenie po drodze wymyślając powód swojej rozpaczy.

Siedzimy z kawą. Tabun naszego potomstwa biega w tę i z powrotem, zaśmiewając się i trzymając centymetr krawiecki za dwa końce, "jesteśmy pociągiem mamusiu".

Rano. Blady przedświt. Sobotni oczywiście. Próbujemy przypomnieć sobie czym jest poranne odsypianie wieczornej imprezy, ale właśnie do łóżka pakują się niesforne szkraby, z samolotem wy(da)jącym głośne dźwięki, pudełkiem puzzli, wielkim głodem, szybka kłótnią, równie szybkim chichotem i tysiącem pytań




 No nie powiem, z jednym dzieckiem było łatwiej. Chociażby ze względu na proporcje dwa na jednego i zwykłe ogarnianie rzeczywistości, ale przede wszystkim przez nagłe trudności pedagogiczne jakie się pojawiły. Różnica między naszymi to dwa lata, więc jest szansa, że nasz kochany, pogodny i bezproblemowy synek i tak by się zbuntował, nawet bez młodszej siostry, ale myślę, że ten bunt bez dodatkowego bodźca miałby szansę być łagodniejszy.


Wilczek jako czterolatek pełen pasji potrafi pięknie zająć się sam. Zajęty swoimi pociągami, autkami, klockami i kolorowaniem nie potrzebuje nas za często, czasem wystarczy, że po prostu jesteśmy w pobliżu. Można z nim nawet zasiąść do pracy na trochę, rozumie, że mama teraz będzie trochę zajęta synku, pobawię się z Tobą, jak zadzwoni zegarek (nastawiam stoper). Za to gdy na scenę wkracza Iskra, spokój jest ostatnim pojęciem jakie przychodzi mi do głowy (poza pojęciami ze strefy nierealnych marzeń). Królowa Chaosu roznosi puzzle, obdziela nimi wszystkich domowników (potem znajduje się brakujące elementy pod dywanem), psuje Wilczkowi budowle - często zupełnie niespecjalnie, np gdy sięga po klocek dla siebie, zalewa się sokami, brudzi kanapę czekoladą, drze książeczki itd. A przede wszystkim wytrąca ze relaksu brata. Kiedyś czytałam, że badania wykazały, że małe dzieci kłócą się nawet 6 razy na godzinę. Jakieś mi się to dziwne wydało, że bez przesady już może i to musi być w przypadku jakiegoś wyjątkowo niezgodnego rodzeństwa. Ale, okazuje się że przesady w tym nie ma żadnej i taka właśnie regularność jest u nas na porządku dziennym. Przy czym jako, że dwuletniej Iskrze brakuje jeszcze argumentów logicznych brata pt "podziel się bo nie będę się z tobą bawił", to rękoczyny i pisk godny parki Nazguli jest totalną normą (bo starszak przejmuje od siostry metody dyskusji).



Ale. Wśród tego jazgotu, siniaków, głupich wspólnych pomysłów i chaosu rodzi się najlepsza na świecie więź. Przyjaźń taka, że bardziej się nie da i jedynacy pewnie mogą tylko o takiej pomarzyć. Solidarność i wspólnota. Piękne wspomnienia. O umiejętnościach społecznych nie wspominając.

Widzę, jak w nowych i niepewnych okolicznościach odruchowo stają blisko siebie. Jak biorą się za ręce schodząc po schodach. Jak, przy ogromnej radości, gdy nie wiedząc jak ją okazać, padają sobie po prostu w ramiona. Jak się wzajemnie inspirują, wymieniają porozumiewawczymi spojrzeniami, jak za sobą tęsknią gdy się nie widzą trochę.

To, jak się bawią wspólnie. Jak o siebie dbają wzajemnie. Te wspólne biegi, harce, zabawy, chichoty... cokolwiek w zasadzie, bo to ta wspólność ma tu znaczenie. Rodzi się empatia, solidarność, dbanie  o innych, troska, poczucie sprawiedliwości. Czujecie te pojęcia? To są takie fundamentalne wartości, coś, czego wtłoczenie uważamy za swój obowiązek i najtrudniejsze wyzwanie na świecie. No więc z rodzeństwem to się dzieje. Naturalnie. Nie twierdzę, że łatwo, bezproblemowo, czy całkiem mimochodem. Ale, jeśli uda nam się wychować dobre rodzeństwo (a o to walczymy choćby z troski o własne zdrowie psychiczne), to automatycznie mamy wychowanych dwoje dobrych obywateli/ sąsiadów/pracowników/przyjaciół/rodziców, ludzi po prostu.
Te umiejętności powstałe przy rodzeństwie są tak totalnie nowe i różne od wszystkiego, czego może nauczyć rodzic, czy pani w przedszkolu, że sama nie mogę wyjść z podziwu, co dostaję zupełnie bonusowo w pakiecie "Double chaos"


Zdjęcie wybitnie metaforyczne, czyli życie rodzica jako chodzenie po linie kołysanej potomstwem;)
Polecam:D

15 komentarzy:

  1. Wiesz znam ludzi,ktorzy maja rodzenstwo o rok lub 2 lata mlodsze I to najbardzej skrzywieni ludzie pod sloncem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, jestem takim człowiekiem i moja starsza (o 20 miesięcy) siostra wcale nie jest (aż tak bardzo) skrzywiona :D

      Usuń
    2. Myślę, że znam bardziej skrzywionych ludzi;)

      Usuń
  2. moj bąbel też będzie miał mam nadzieje szybko rodzeństwo...ale to heh na dwoje babka wróżyła...mam brata rok starszego nie ma między nami żadnych relacji. Kocham go ale nie wiemy o sobie nic...nie pokłóciliśmy się ani nic...tak po prostu wyszło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie bywa i tak. Szkoda, że nie macie bliskich relacji z bratem (choć nigdy nie jest za późno pewnie)

      Usuń
  3. Zapewne nie zdziwisz się, gdy powiem, że miałam w planach tego typu wpis :)
    Ani, gdy napiszę, że taaak, zgadzam się w całej rozciągłości, i przy każdym akapicie potakuję głową z uśmiechem, jakbym czytała o swoich własnych dzieciach!!!!
    Między moimi jest równe 20 miesiecy różnicy. Bywa różnie, wiadomo. Ale jest więź. niesamowita, coraz silniejsza. Zwłaszcza, gdy ostatnio Kropka boi się spać sama i co noc wędruje z poduszką do brata, a on jej robi miejsce.. nooo powiedz, czy to nie jest sama słodycz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, ano nie zdziwiłaś mnie;)
      I tak, czuję tę słodycz bardzooo!

      Usuń
  4. O jejciu!!! Moje dziewczyny tak samo!!! Raz bawią się razem tak, że chałupa się trzęsie, za chwilę wyrywają sobie zabawki przy wielkim krzyku i ryku (chałupa wali się w drobny mak ;P).

    Kocham te moje Szkódniczki :D!!!

    Przefajne zdjęcia zrobiliście dzieciakom :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D
      Oj tak, chałupa się trzęsie, czasem nie wiadomo czy piski sa z radości czy z rozpaczy;)

      Usuń
  5. Ja patrzac na moje panny , 25 miesięcy różnicy uwazam ze to różnica idealna . Wpadają w ten sam świat zabaw . są wstanie robić wszystko to samo , to znacznie pomaga w organizacji czasu ;)
    Małe wojny miedzy rodzeństwem sa nieuniknione , ale mam wrażenie ,ze u nas coraz ich mniej ...
    A coraz więcej harmonii , wzajemnego sobie pomagania , własnych tajemnic ....
    Moze dlatego tez łatwiej ze obie dziewczynki ?!
    Ale wiem , ze na taka różnice wieku namawiałbym każdego ;)
    3 lata to juz dużo jak sie okazuje ;) w relacjach z rówieśnikami i kuzynka , a rok to większe wyzwanie na początku dla matki ;) bo starsze nie ma az tyle samodzielności ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi pasują 2 lata, choć na pewno sprawa jest względna ;)

      Usuń
  6. Poruszyłaś kolejny ważny temat. Zanim urodziłam Malucha to założyłam,że będzie miał rodzeństwo dość szybko. Niestety pojawiło się sporo problemów,potem rehabilitacja,widmo niepełnosprawności..dużo tego. Teraz sytuacja opanowana,ale temperament Malucha jest tak żywiołowy,że "robi" za trzech a czasem nawet za pięciu ;) Dlatego pomimo chęci doskonale rozumiem te kobiety, które odwlekają decyzję o kolejnym dziecku albo nie decydują się wcale.
    Zdjęcia przepiękne,wspaniałe masz dzieciaczki :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, są bardzo różne sytuacje i różne powody naszych decyzji.
      Dziękuję:)

      Usuń
  7. Ja póki co nad tym się nie zastanawiam ponieważ mam jeszcze trochę czasu w dodatku nie wyobrażam sobie 2 maluchów tym bardziej,że córeczka ma prawie 2 latka. :)

    http://stylistfashioon.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Między moimi dziewczynkami jest 22 miesiące różnicy i choć początki nie były łatwe z dwójką maluchów nie zamieniłabym naszej sytuacji na ... żadnego grzecznego, poukładanego, bezproblemowego jedynaka ;) Widzę same plusy tej sytuacji - serce rośnie, kiedy patrzę na ich wspólne zabawy, przytulanie i już wiem, że teraz mogą na siebie liczyć a co będzie później ... tego nie wie nikt. Ale wierzę w dobry start :) Jedyny "minus" ... to kiedy jesteśmy sami tzn. jeden rodzin i dwójka dzieci a "krzywda" się dzieje obu, zmęczenie dopada w tym samym czasie czy chwila smutku a ręce tylko dwie. Na szczęście tych sytuacji nie ma wiele. Dwójka + jest fajna!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!