środa, 15 czerwca 2016

Co lubisz robić w życiu?

To kultowe pytanie, mało odkrywcze w zasadzie, połączone z jeszcze mniej odkrywczą radą w pewnym momencie życia wydaje się totalnie nie przystające do rzeczywistości. A to hasełko często kojarzy się z innym, równie popularnym, czyli "Znajdź swoja pasję, zarabiaj na niej, a już nigdy nie będziesz pracował".

Gdy ma się dzieci, kredyty i inne zobowiązania, takie podejście jest tak nierealistyczne, że nawet nie chce się nad nim zastanawiać.

(Moim zdaniem zresztą, to romantyczne wezwanie jest strasznie wyidealizowane. Można z pasji uczynić sposób na życie, wielu to zrobiło, ale nawet w najukochańszej pracy są mniej przyjemne momenty. Wszędzie może wkraść się rutyna i zwątpienie. Kryzysy, spadek kreatywności i umiejętności. Dni leniwej buły, i takie gdy nic się nie udaje.)
Poza tym, te motywacyjne w teorii hasła rodzą (jak w ogóle często różne inspiracje) kolejną presję - nawet na czasie wolnym, który przecież jest czasem odpuszczenia sobie i odpoczynku - żeby znaleźć sobie takie hobby, które będzie rozwijające, modne i stanie się naszym sposobem na życie.
Ale nie o tym dzisiaj.

Dzisiaj o robieniu rzeczy, które się lubi. O pasji, choć może raczej o pasji do życia, która pojawia się między innymi przy takim właśnie spędzaniu czasu. Przyjemnym, i, co ważne, niezobowiązującym.


Piszę o tym bo, mimo mojego histerycznego niemal dbania o tym, by jako rodzic nie popaść w to słynne domowe zgnuśnienie, takie właśnie zgnuśnienie ostatnio odczułam. A może raczej, zdziadzienie. Stara się poczułam! 

Niedawno doznałam małego olśnienia: nie bawimy się! A raczej, nie bawimy się z dorosłymi, bo na brak zabaw dziecięcych narzekać nie mogę...

Zabrakło mi gier, uczenia się nowych rzeczy (ale nie takich bardzo-praktycznych-i-przydatnych), nowych, fajnych, zabawnych, ekscytujących. I, mimo zanurzenia przecież nieustannego w dziecięcym świecie, zabrakło mi dziecięcego podejścia, takiego ufnego i totalnego, nie kalkulującego.

Zdaję sobie sprawę, jak to może zabrzmieć. Typowe first world problems. A nawet fairytale world...
Bo kto w tym rzeczywistym świecie w ogóle myśli o zabawie i wygłupach?


Ja myślę. I myślę, że warto. Zresztą, warto pewnie nie tyle o tym myśleć, co czasem dać się porwać przyjemnej zabawie, hobby - bez presji i zastanawiania się czy jest modne i czy mogę na nim zacząć zarabiać. Każdy ma coś, co zwyczajnie lubi robić. Ale wiecie - robić, a nie biernie w czymś uczestniczyć. Każdy ma coś, co zawsze chciał spróbować robić, czego chciał się nauczyć, zobaczyć jak to jest, albo coś w co lubił się bawić kiedyś. Gry planszowe i miejskie, żonglerka, badminton, teatr amatorski, kalambury.

Wiadomo, że są zainteresowania bardziej kosztowne. Kosztowne w sensie finansowym, zaangażowania, czasu. Ale właśnie w tym rzecz, żeby nie zaczynać "po dorosłemu", od kupowania drogich gadżetów, inwestowania i podejmowania jakiegoś gigantycznego wysiłku.
Wiem też (bardzo dobrze wiem), że nie ma się co zrobić z dzieckiem, że naprawdę nie ma się kasy i szkoda nawet pięciu dych, że totalnie nie ma się czasu na nic. Ale - dziecko może nam towarzyszyć, mnóstwo przyjemności jest za darmo, a niektóre sprawy trzeba zwyczajnie odpuścić. Nie chcę zresztą Wam tu serwować kołczingowych gadek motywacyjnych, to nie moja rola.

Chcę za to zachęcić:)
Bawmy się, tak jak lubimy, w coś, co sprawia nam prawdziwą frajdę, co daje szczerą, dobrą radochę, co nas zaangażuje w taki bezpretensjonalny, dziecięcy sposób. Bez stawiania sobie celów, bez presji. W końcu, blask w oczach skądś się musi brać.






23 komentarze:

  1. Haha. Właśnie piszę tekst o motywacyjnych hasłach w naszym życiu i presji z tym związanej ;) Nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z Twoim wpisem całkowicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, jak to przemyślenia blogujących matek zmierzają podobnymi torami:)

      Usuń
  2. U mnie to też temat na czasie. Moment w życiu, kiedy zmienić muszą się, siłą rzeczy, priorytety - z tych odnośnie zaliczenia sesji, tego co ubrać jutro, czy wystarczy mi 5 dych na imprezę na "czy wystarczy mi kasy do końca miesiąca, kiedy kredyt zjada tyyyle budżetu, czy na pewno zrobiłam wszystkie okołokredytowe, comiesięczne, kwartalno-podatkowe opłaty i czy za odłożone pieniądze kupić szafkę, wziąć kolejne meble na raty czy może trochę lepsze buty. Niestety. Życie na dorobku. Do tego wszystkiego jeszcze związek w sytuacji: idziemy w lewo czy w prawo. No i moje bieganie z aparatem dawno już zapomniane, bo wstyd może, gra na gitarze - nie, nie, nie dzisiaj, nie chcę przeszkadzać sąsiadom, nauka języka w postaci czytania książek po rosyjsku - lepiej douczę się regulaminu, który rzucili na biurko i poczytam o produktach, którymi na co dzień handluję, bo przecież nie mogę sobie pozwolić, żeby mnie zwolnili z pracy. A nie ma w tym mnie :( A mnie i mojego faceta razem tym bardziej... Za bardzo się spinam chyba w tym życiu (podobno jedynym) i chyba zaczynam rozumieć powoli słowa sporo starszego kolegi po fachu "kiedy jak nie za życia?". Dziękuję za wpis :) Martyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, podobają mi się te słowa Twojego kolegi:) I jeszcze o tym, ze w życiu trzeba trochę pożyć;)
      A życie na dorobku, znam to, ale i tak myślę sobie, że nie jest źle i że większość ludzi na ziemi chętnie by się z nami zamieniła ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Bardzo mądry tekst! :) Właśnie jestem na poszukiwaniu czegoś, co sprawi, że oczy się z powrotem zaświecą, także bardzo trafiony.
    I podziwiam za chodzenie po taśmie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      A w tym chodzeniu jestem mocno beznadziejna wciąż. Co nie zmienia faktu, że zabawa jest świetna:)

      Usuń
  4. dziękuję bardzo:)

    zgadzam się z postem, nawet wczoraj rozmawiałam na te same tematy z bliską osobą
    zasadniczy problem jest taki, że aby móc rozwinąć swoje pasje i na nich zarabiać potrzeba czasu, tego czasu nie ma przy standardowej pracy po 8h, a trzeba przecież zarabiać konkretnie by móc się utrzymać, i tak koło się zamyka więc wyrwanie się z tego schematu jest trudne
    znam kilka osób które skupiły się na zajmowaniu tym czym lubią, ale one akurat nie musiały martwić się o kwestie finansowe więc.. ;)

    nic jednak nie jest niemożliwe więc na pewno warto próbować
    i przede wszystkim warto codziennie cieszyć się czasem spędzonym beztrosko z bliskimi i starać by tych chwil było jak najwięcej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc właśnie, na tych osobach, o których piszesz nie wisi jakas presja, więc mogą się skupiać na swojej pasji raczej bezstresowo:)

      Usuń
  5. Ciężko pogodzić pasję i pracę, rodzinne życie i wszystkie inne rzeczy, które wypełniają nam dzień. Dzień nie jest z gumy i jeśli poświęcam czas na jedną rzecz, zazwyczaj zawalam coś innego, a to strasznie frustruje! Z tego powodu na przykład przestałam ćwiczyć - mam nadzieję, że wrócę do tego jak zacznę przesypiać noce, w tym momencie jednak nie wyobrażam sobie - ja, trójka dzieci, mąż w robocie i jeszcze ćwiczenia. Niby da się - ale wtedy zawalę wszystko inne, śniadanie będzie za późno, a głodne Stwory będą się snuły dookoła i narzekały, nie mówiąc o najmłodszym, który zaryczy się w łóżeczku.
    Niezbyt to odkrywcze, ale czym więcej ludzi masz pod opieką, tym trudniej znaleźć czas dla siebie po prostu. Dochodzi do tego,że wylegując się w wannie czuję się winna, bo może mogłabym w tym czasie zrobić coś konstruktywnego! Dlatego warto sobie głośno powiedzieć, że nie wszystko co robimy musi być logiczne, sensowne, nie wszystko musi mieć konkretny wymierny efekt. Trochę łatwiej się wtedy żyje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne że tak Agata! Zawsze powtarzam, że gdy wybieram jedną rzecz, wtedy automatycznie nie wybieram innej, nie da się mieć i zrobić wszystkiego. A juz zwłaszcza z trójką maluchów. (swoją drogą myślę, ze oni zapewniają Ci dziennie całkiem niezłą dawkę ćwiczeń;) )

      Usuń
  6. Czasem uczynienie z pasji pracy nie jest najlepszym rozwiązaniem . Znam wiele osób które uczyniły z nurkowania naszej niegdyś wspólnej pasji sposób zycia i .... Przestało to byc pasja , moczenie sie po raz kolejny w tych samych miejscach , z ludźmi nieprzewidywalnymi pod woda ... A to przecież kursy dają chleb i wyprawy pokursowe ....
    I kiedy ja sobie marze ze zaszłabym pod wodę , od nich słyszę .... Tak dla przyjemności ?! Po co ?!
    Ale mimo ze ta pasja była dla mnie praca przez 9 Msc i wcześniej praca wakacyjna , to swoja aktualna tez lubie
    Moze dlatego ze mogę a nie musze pracować ?! Moze dlatego ze mogę powoedziec wole na 80% a nie biorę dodatkowych zajęć by łączyć koniec z końcem ?! ( a tak było kiedy jeszcze mieszkałam w Pl , bo wtedy przychodzi wielki potwór Burn Out ?!)
    Myśle ze dzięki dzieciom akurat mamy zdrowy balans i nieograniczone możliwości odkrywania nowych rzeczy - ja wspinaczkę na ściance , karate czy planujemy wybrać sie na koński weekend i uczyć sie wszyscy jazdy konnej ... Bo pokazując świat pannom , czerpie z tego tez dla siebie .... O na karuzeli jechałam ... Po raz pierwszy od lat ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny przykład, ten z nurkowaniem! Właśnie tak jest, zawsze przy zarabianiu na pasji prędzej czy później pojawi się obowiązek, a jak jest obowiązek, to przyjemności w tym już mniej...
      A dzieciaki w odkrywaniu nowych rzeczy są bardzo pomocne, chociażby dlatego, że usuwają poczucie obciachu;)

      Usuń
    2. No niestety pieniądze sa nam potrzebne do zycia ;)
      Dokładnie :) usuwają poczucie obciachu ;)

      Usuń
  7. niedawno byliśmy na ściance wspinaczkowej w Janowcu, była tam taka rodzinka małżeństwo i dwoje nie już takich małych dzieci *mysle ze około 13 lat) i cały dzień przyjechali sobie spędzić razem na świeżym powietrzu. Mieli tez tę line, która u Was na zdjęciach. Kupili dzień wcześniej....i tak sobie pomyślałam jakie to piękne, że oni tak razem, tak nie przed TV, że próbują nowych rzeczy *ta lina, ehh cudnie się na nich patrzyło :D....a chodzenia po linii i ja spróbowałam haha ani kroku sama nie uczyniłam;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajna rodzinka, zwłaszcza z trzynastolatkami to pewnie nie jest takie łatwe;)

      Usuń
  8. Bardzo dobre przemyślenia :)
    W tym roku wpadłam w taką pułapkę że zajmowałam się studiami, wręcz zmuszałam, bo tyle jest zajęć i projektów, a tymczasem zabrakło właśnie czasu dla siebie, spotkań ze znajomymi, robienia rzeczy nie na studia które sprawiają przyjemność i co się okazało? że tak nie można, że organizm i psychika się buntują, takie postawienie na jedną sferę życia(jak tu studia np) spowodowało, że i tam są niedociągnięcia, trzeba czasem porzucić zły perfekcjonizm i właśnie żyć.
    To raczej taka lekcja na resztę życia.
    Pozdrawiam - i tak w ogóle, to wyglądasz kwitnąco :)
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo:)
      Tak jak piszesz, tryb "muszę" bez przerwy w końcu się na nas zemści.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Ten tok był dla mnie pasmem "muszę" zamiast "chcę".Omal nie skończyło się nerwicą. Zabrakło zabawy,dystansu, mało było celebracji, żal pozostaje. Teraz czekam aż coś zmienię na lepsze bo to tak łatwo nie jest,realia finansowe też ograniczają. Myślę, że to chyba najbardziej prozaiczny powód, główny. Brakuje mi tej spontaniczności co kiedyś i cieszę się że Maluch potrafi mi to przypomnieć.
    Piekne uśmiechy,radość od Was bije na kilometr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      To prawda, finanse potrafią skutecznie podcinać skrzydła...
      Trzymam kciuki za pozytywne zmiany!

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. No, ja mysle, ze sa to te nasze rodzinne wycieczki tu i tam :)!!! Chcialabym tez nauczyc sie tanca irlandzkiego i zaczac biegac regularnie (musze jednak najpierw podleczyc stare kosci :)).

    OdpowiedzUsuń
  12. Mądre przemyślenia, choć w praktyce wcale nie tak łatwo jest wyskoczyć z trybów i wiedzieć co zrobić ze sobą, żeby była radość, przyjemność i pasja. Kiedyś (dzieciństwo, czas nastoletni) to zdecydowanie łatwiej przychodziło, czas leciał obok, nie zwracało się na niego uwagi. Teraz łapię się na tym, że czas liczę, odmierzam, rozplanowuję, a mając wszystko poszatkowane na godziny i zadania trudno jest uwolnić umysł i pozwolić mu odkryć coś nowego.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!