wtorek, 17 listopada 2015

W listopadzie słucham jazzu


Zachwyca mnie ostatnio nieoczywiste listopadowe piękno. Dość ascetyczne i surowe. Modnie minimalistyczne.
Mało może spektakularne i trudno dostrzegalne, zwłaszcza po barokowym przepychu pyszniącego się złotem października, pełnego dojrzałych kolorowych smakowitości, babiego lata i ciepłego światła. Smakującego wspaniałymi jabłkami, zupą dyniową (i makaronem z dynią doprawionym gałką muszkatołową, i risotto z dynią, i sałatką z dynią, fetą i orzechami...), słodkimi śliwkami i gruszkami, ciągle boskimi pomidorami, a nawet ostatnimi malinami.

Listopad po takim październiku wydaje się być tylko ponurym przyczajeniem się przed świątecznym błyszczącym i migającym szaleństwem. A jednak. Jakoś mnie zachwyca. Jest delikatnie i subtelnie, bardziej... wymagająco. Światło srebrzyste snuje się sennie  po świecie. Kolory stonowane, spokojne i eleganckie. Szare, wymalowane chmurami niebo stanowi bardzo wysmakowane tło dla delikatnych i kunsztownych koronkowych konstrukcji z gałęzi (kiedyś czytałam, że gałęzie bez liści przypominają japońską kaligrafię, szalenie podoba mi się to porównanie).

Bardzo to wszystko sobie miło pomyślałam na miłym rodzinnym spacerku, które to spacerki wreszcie sobie znowu praktykujemy.

Po spacerze, tradycyjnie, jazz, zupa, herbata lub grzaniec i ciasto - koniecznie pachnące wanilią. Pięknie jest.





Pilot













15 komentarzy:

  1. .....jeszcze nigdy nie słyszałam, nie czytalam ,zeby ktoś tak pięknie zachwycał się listopadem....najbrzydszym miesiącem w roku, czasem umierajaćej przyrody,,,
    ble ...jak taka pluca to szczerze nie mogę znalesc z grosz pozytowow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolę szary listopad, z całym arsenałem jego listopadowości, niż, np śnieg w kwietniu, zimny i maj i deszczowy czerwiec;)

      Usuń
  2. Ja lubię listopad od zawsze za ponurą tajemniczość właśnie i wiem jak ją oswoić: rodzinnym spacerem, gorącą herbatą, pysznym ciastem i wieczorem we troje. Z wyjątkiem słuchania jazzu - nie znoszę ;) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta ponura tajemniczość ma dużo uroku:) A czego słuchasz?

      Usuń
  3. Masz rację, pięknie jest, najważniejsze jak na to wszystko patrzymy albo co chcemy dostrzec nawet w szarugę. Lubię patrzenie Twoimi oczami, bo sama tak patrzę :)
    ps. Jazzu nie czuję ;-)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie to napisałaś. Sprawiłaś że spojrzałam na listopad (nielubiany, szaro-bury listopad) z zupełnie innej perspektywy :)
    P.S. Ach jakie piękności w tej królewskiej przyczepce <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło. Królewska przyczepka zmienia się czasem w królewską sypialnię, przynajmniej dla niektórych;)

      Usuń
  5. Ja nie lubię listopada, ale w tym roku jest dla mnie bardziej znośny :) W końcu wszystko zależy od nas samych :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Heh, ciekawe! Ja jazzu raczej nie słucham, ale nie dalej niż parę dni temu, towarzyszył mi przez prawie cały dzień, aż do momentu pójścia spać i czułam, że idealnie mi się wpasowuje ta muzyka w ten jesienny czas :>
    A listopad w tym roku wyjątkowo piękny! U nas dzisiaj we Wrocławiu było słońce, niesamowita wiosenna mżawka i podwójna tęcza, gdzie jedna była tak intensywna, że chyba nigdy takiej nie widziałam, wspaniałość!

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne zdjęcia i śliczne buciki. Wszystko super zestawione :))

    Pozdrawiam :)

    www.modderka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Po Twoim opisie listopada, zaczęłam patrzeć nań zupełnie innym okiem!!!!
    Paulinko pisz więcej takich tekstów, bo działają na mnie jak terapeutycznie :D!!!
    P.S. Ale masz fajne butki :D!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie to ujęłaś...aż miło na sercu się robi, gdy ktoś ma podobne odczucia.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!