środa, 12 czerwca 2013

ja nie chcę wiele, ale nie mniej niż wszystko


Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że najlepsze są proste przyjemności.

Ot taki hamak chociażby. Zwykła szmatka niby i kawałek sznurka przyczepiony do drzewa, a relaks jest doskonały. Błogość totalna.
Do tego dochodzi cisza (przetykana śpiewem ptaków i szumem wiatru), bujanie, słońce prześwitujące przez liście, książka (cudowne wydanie, na cienkim, pergaminowym papierze, co jeszcze wzmaga przyjemność z czytania). I już.










czwartek, 6 czerwca 2013

Drobnych przyjemności c.d.


Maj we Francji był tak brzydki, że czerwiec (i wreszcie ciepło) pojawił się zupełnie nieoczekiwanie. Nagle skończył się sezon na szparagi (grillowane,chrupiące, polane oliwą i skropione cytryną... Albo z makaronem, z łososiem, z jajkiem...), truskawki już smakują truskawkami, słodkie, soczyste, rozpływające się w ustach. Pomidory wreszcie pachną, do najlepszej kanapki świata, czyli świeżego chleba z masłem i pomidorem.

Wielogodzinne rowerowanie z rymami tłoczącymi się po głowie. Czytanie na trawie (ukradkiem, gdy Mały Człowiek zajmie się rwaniem trawy albo swoją książeczką).

Ciepłe, tak długo jasne wieczory nad rzeką. Skóra pachnąca słońcem. Dużo piegów.















wtorek, 4 czerwca 2013

O drobnych i większych przyjemnościach.


Jest taka książka, "Pierwszy łyk piwa i inne drobne przyjemności". To zbiór krótkich tekstów, w których autor, Philippe Delerm, opisuje małe i dosyć nieoczywiste radości życia. Rozsmakowuje się w nich. Pisze np o wybieraniu jesiennego swetra - z miękkiej wełny, który jest namiastką cudownych jesiennych wieczorów przy kominku z grzanym winem. O obieraniu zielonego groszku. O zapachu jabłek w piwnicy, czytaniu na plaży ( i piasku przesypującym się między stronami), o dźwięku dynama rowerowego, o inhalacji pod ręcznikiem.

Czytałam ją sobie ostatnio, w ramach przypominania sobie języka. Czytałam i o ile pierwsze opowiadania podobały mi się bardzo, to im dalej w książkę, tym bardziej te drobne przyjemności wydawały mi się wydumane, jakieś przekombinowane.

I spojrzałam na synka. Właśnie zaśmiewał się całym sobą przy zabawie nakrętką od słoika. Chwilę wcześniej wzdychał z zachwytu jedząc pieczonego buraka. Zaraz będzie piszczał z radości widząc kołyszące się na dworze drzewa, kota sąsiadów i gołębie, a widok taty wracającego z pracy wywoła prawdziwe szaleństwo. Potem pewnie rozpłacze się idąc spać, bo przecież tyle jeszcze do odkrycia, zbadania, spróbowania. Wszystko na 100%

Spędzając czas z dzieckiem, i opisując mu świat, na nowo można odkryć drobne-wielkie przyjemności. Listki na wietrze, słodycz buraka, delikatność dmuchawca. A także noc przespaną bez przerwy i w spokoju wypitą kawę...






wtorek, 21 maja 2013

And it's you, and it's May

Maj w Lyonie słaby jest co prawda - deszczowy i zimny, co uniemożliwia dalsze wypady odkrywające okolice.
Ale niedaleko mamy park. Wspaniały, piękny park. Z jeziorem, masą przestrzeni trawiastej - na pikniki, granie w piłkę , gumę (tak!) czy badmintona, puszczanie latawców, wspaniałymi placami zabaw, karuzelami - takimi w starym stylu, zoo, ogrodem botanicznym , wielkimi szklarniami z kolekcją  niezwykłych roślin, przestrzenią do jazdy na kucykach, przestrzenią do gry w bule (to takie francuskie...), ścieżkami dla biegaczy. Można zobaczyć tradycyjne przedstawienie Guignol, można zjeść rewelacyjne naleśniki z domowym kremem czekoladowym. Albo watę cukrową (swoją drogą, zadziwiające jest to uwielbienie waty cukrowej, farbowanej to tego na różowo... Do tego stopnia, że bardzo popularne są książeczki o rodzinie wat cukrowych (!), powstałą też cała masa gadżetów związanych z ta serią, od plecaków, przez notesiki, pluszaki, po naklejki i koszulki ).

Jesteśmy tam często, przeważnie na rowerach, często z kocykiem i zestawem piknikowym. Miło, że są takie miejsca.




czwartek, 16 maja 2013

Sam O'tnosc


Na świeżo po czasie intensywnym i bogatym towarzysko uciekam w czas sam na sam ze sobą. Chociaż na chwilę. Do biblioteki, na spacer, do kina, do sypialni.

Bez towarzystwa, nawet tego najkochańszego, jest czasem najlepiej. Dla wewnętrznej higieny. Można się wtedy odnaleźć, dogadać ze sobą, poznać swoje autentyczne potrzeby, zatroszczyć się o siebie.




 




niedziela, 5 maja 2013

Kraina złotych kamieni




Ach te urocze średniowieczne miasteczka. Sama sielskość, kwintesencja malowniczości...

We Francji istnieje rodzaj zrzeszenia (co jest dość typowe) Najpiękniejszych Miasteczek we Francji,  (jest ich 157).
Ostatnio wybraliśmy się do jednego z nich - Oingt. Znajduje się ono w "Krainie złotych kamieni", czyli regionie Beaujolais, gdzie od stuleci do budowy domów używano kamieni o pięknym żółtawym odcieniu. Robi to przecudne wrażenie, tym bardziej, że wszystko jest bardzo zadbane, zanurzone w jednej estetyce, (nie natkniemy się na blachodachówkę w kolorze malinowym, czy agresywne reklamy). Te piękne średniowieczne mury są też zwyczajnie zamieszkane, nie ma efektu muzealnego, miejsce żyje (fakt, że w nieco innym tempie niż np w Lyonie).

Do tego wiosna, słońce, bajkowe krajobrazy. Przebłogość.