poniedziałek, 20 sierpnia 2018

wakacje z dziećmi w górach - część praktyczna



W te wakacje znowu wywłóczamy te nasze dzieci gdzieś w świat, gdzie się pobrudzili i zmęczyli, gdzie nie było tabletów i gotowych zabawek.
Pod namiot. W góry. Z trójką. Dla nas naturalne i zwykłe, ale często słyszymy okrzyki niedowierzania, podziwu, widzimy pukanie się w czoło i ostentacyjne kręcenie głową.

Wiem, że już pisałam, ale znowu się powtórzę. Podróżowanie z dziećmi to nie jest sielanka. I to nie jest tak, że dzieci nic  nie zmieniają i można z nimi wszystko. Mnóstwo się zmienia, i wcale nie jest tak, że za niczym nie tęsknimy. Ba, wszelkie wyjazdy z dziećmi wyjątkowo mocno wyzwalają we mnie marzenia i wspomnienia o beztroskich i spontanicznych wypadach tylko we dwoje.
Ale warto, cholernie warto. Bo tak bardzo razem nie jesteśmy chyba nigdy. Nigdy jak właśnie podróżując nie integrujemy się tak pięknie jako rodzina, nigdy się tak ze sobą nie zaprzyjaźniamy, nigdy nie mamy okazji tak skutecznie i namacalnie przekazać dzieciakom naszych wartości. Mam wrażenie, że właśnie na naszych wyjazdach najlepiej nam wychodzi wychowanie.

Taki rodzaj podróżowania z dziećmi, bez animacji i atrakcji, pod namiot, w naturę, w góry nie jest może najłatwiejszy ze wszystkich, ale serio da się to zorganizować, no i praktyka czyni mistrza;)
Wystarczy się odważyć, pozytywnie nastawić i pojechać, każdy następny taki wyjazd przyjdzie z większą łatwością.
A ja dzisiaj zapraszam na wyjazdową prozę życia. Opowiem Wam o tym, jak u nas wyglądają takie niezorganizowane przez biuro podróży wyjazdy od strony praktycznej.















biwak, dziecko , camping, namiot, rodzinnie, wakacje

Pakowanie na wyjazd z dziećmi

Ja wiem, że teraz wszystko może być cudownie estetyczne. Mnie też podobają się te zdjęcia o lekko retro klimacie, z elegancką skórzaną torbą, kapeluszem i klapkami, na jakimś lnianym posłanku, pokazujące przygotowania do wyjazdu. U nas z minimalizmu, nada się tylko minimalistyczny opis sytuacji - chaos. Ale, choć może nie wygląda to wszystko najpiękniej, pakujemy się tak, żeby było praktycznie i wygodnie. Czyli, do siat z Ikei. Ikeowskie siaty są super - pakowne, lekkie, dopasowujące się do przestrzeni bagażnikowej. Na dłuższych wyjazdach każdy ma swoją, pełnią funkcję wakacyjnych szaf, sprawdzają się idealnie.
Mamy też podział ról - ja pakuję ubrania i kosmetyki, mąż sprzęty typowo turystyczno - biwakowe. Mamy wprawę, i chociaż za każdym razem narzekamy na ilość gratów, idzie nam to całkiem sprawnie.
Co pakujemy? Pisałam już o tym w poście o wyjazdach pod namiot z dziećmi -  z ubrań, wszystkie które mamy. Z jedzenia - półprodukty o dań sprawdzonych szybkich i nieskomplikowanych - makaron, kuskus, pomidory pelati w puszce, cukinia, tuńczyk, kapary, oliwki, parmezan, oliwa z oliwek, przyprawy (pieprz, zioła prowansalskie, sól). Sprzęty turystyczne (karimaty, śpiwory, koce, palnik, menażki i naczynia, latarki, linka, siedzonka, tarp...), kosmetyki. Co można, optymalizujemy, przelewamy do mniejszych opakowań, stawiamy na uproszczenia i wielofunkcyjność (ostatnie odkrycie - lawendowe szampono-odżywko-mydło w kostce z kremolandu. Wspaniały, dobry skład, cudowne ograniczenie przestrzeni i naprawdę świetne działanie!)







spodnie przeciwdeszczowe - nasze są z decathlonu to fantastyczna sprawa!

atrakcje są wszędzie


Kiedyś licytowaliśmy się ze znajomymi, kto ma największy burdel w namiocie...

Wyjazd ba wakacje z dziećmi

Praktyka pokazała, że u nas najlepiej sprawdza się wyjazd nad ranem. Oczywiście wszystko zależy jeszcze od tego, jak długa droga nas czeka, ale nasze wypady to zazwyczaj parę godzin jazdy.
 Mamy więc taką naszą tradycję, którą dzieciaki też bardzo lubią, bo to taki przedsmak wakacji, że wieczór poprzedzający wyjazd, kładą się w wygodnych ubrankach i śpiworkach (no chyba, ze jest bardzo gorąco). My też, po głównym pakowaniu idziemy spać, łapiemy parę godzin snu. Nad ranem wstajemy, szykujemy jeszcze "bagaż podręczny" (ciuszki na zmianę, pieluchy, chusteczki, jedzenie i picie) i ostatki zapomniane wieczorem, (oraz zazwyczaj niedoschnięte pranie;)) i ruszamy. Młodzież przeważnie się przebudza się podekscytowana, ale po jakimś czasie jeszcze przysypiają, co daje nam dwie-trzy godzinki spokojnej jazdy.
Jak już się obudzą, robimy mały postój, śniadanko, rozprostowanie nóg itp i ruszamy dalej, śpiewamy, gadamy, słuchamy muzyki, wyglądamy przez okna, liczymy bociany, krowy i inne atrakcje (polecam samochodową grę w bingo).

góry, bieszczady, dzieci, wakacje, trekking dziecięcy
kuku








Na miejscu

Można szukać dodatkowych atrakcji w Bieszczadach, ALE PO CO. To jest właśnie cały urok tych gór. Chyba każdych gór zresztą i w ogóle natury. Że są po prostu, Dzieciaki się trochę wyciszają od tych wszechobecnych bodźców, odpoczywają od przestymulowania, o którym trąbią psychologowie dziecięcy. Nagle najlepszą atrakcją staje się niesienie biedronki, wspaniałą rozrywką oglądanie kamieni, zabawą doskonałą ciamkanie w błocie.

A jakie szlaki z dziećmi w Bieszczadach

O naszym chodzeniu po górach z dziećmi pisałam trochę w tekście o motywowaniu dzieci do chodzenia po górach.
To nie był nasz pierwszy wyjazd z dziećmi w góry, więc znamy możliwości swoje i maluchów. Dlatego na szlaki ruszaliśmy z dwoma nosidłami - jedno dla Najmłodszego Pirata, drugie, dla Iskry na wypadek utraty sił.
Tym razem chodziliśmy tymi szlakami:
  • Szlak na Jawornik - fajny spacerek z naszej Wetliny, można samochodem podjechać do końca drogi asfaltowej, potem już w zasadzie od początku jest piękny widok, nie trzeba dużo chodzić;) Poszliśmy tam pierwszego dnia, żeby zobaczyć jak nam się chodzi, jak chodzi się dzieciakom, jak sprawdzają się ich buty, i czy spodnie przeciwdeszczowe są faktycznie takie potrzebne (TAK!)
  • Zagroda Żubrów w Mucznem i szlak na Bukowe Berdo
  • Połonina Wetlińska. To dla kilkulatków dość forsowny, długi dla szlak, ale naprawdę przepiękny, można rozciągnąć na cały dzień, robić przystanki w najpiękniejszych możliwych okolicznościach przyrody. Weszliśmy żółtym z Wetliny i zeszliśmy przy Chatce Puchatka, do naszej bazy wróciliśmy busem. Można też wejść żółtym szlakiem z Wetliny i przejść tylko na Smerek i wrócić.
  • Połonina Caryńska, wersja skrócona zielonym szlakiem z przełęczy wyżniańskiej na górę, zejście w Ustrzykach
  • wycieczka z mapą, bez szlaku. Chcieliśmy pokazać dzieciakom inne chodzenie, dlatego któregoś dnia wybraliśmy się na spacer  na jakąś nienazwaną górę.
  • generalnie, jeśli planujecie z dzieciakami wycieczki po górach, najbardziej niezawodna w tym celu będzie właśnie stara, dobra mapa. Na mapie zaznaczone są punkty widokowe, a przy szlakach są zaznaczone czasy przejścia, z małymi dziećmi trzeba te wartości przemnożyć przez 1,5, a nawet dwa. 





deszcz pod namiotem w Bieszczadach

Pogoda w Bieszczadach tym razem była mocno w kratkę, z dość dużym nastawieniem na deszcz. Co samo w sobie ma sporo klimatu takiego romantyczno-przytulnego, starszym dzieciakom w kaloszach i kurtkach - a w ostateczności w namiocie lub świetlicy z książkami, kredkami lub planszówkami też to nie przeszkadzało. Jedynie dziesięciomiesięczny maluch był poszkodowany, bo nie może spędzać na kolanach na trawie tyle czasu ile by chciał.
Na szczęście było ciepło.


kamyczki!



laboga jak pięknie


Wracając, wstąpiliśmy jeszcze do przepięknego, ale mocno straszącego burzami Przemyśla





Warto podjąć wysiłek, warto trochę się razem z dzieciakami zmęczyć, przeżyć wspólnie przygodę - jak to działa w kwestii zbliżania się do siebie, kto doświadczył wspólnego klasowego przypału na wycieczce szkolnej.

To nasze praktyki, nam się sprawdzają najlepiej, dlatego się dzielę, jeśli macie jakieś swoje patenty na podróżowanie z dzieckiem poza utartymi szlakami, baaardzo chętnie przeczytam!!!

Jeśli macie jakieś pytania, dawajcie śmiało.
Jeśli uważacie, że post może się komuś przydać, śmiało udostępniajcie:)

22 komentarze:

  1. Nosidła już u nas odpadają :). Ja nie mogę dźwigać, a jakby jedna zobaczyła drugą w nosidle, to by zrobił się niezły młyn ;). Dziewczynki muszą zdać się na własne siły.

    Ten rok mamy strasznie ubogi pod względem wycieczek dalekobieżnych ;). Tzn. ja i dziewczynki. No dobra, byłyśmy na wsi i to były piękne wakacje, no ale marzy mi się jeszcze taka dzicz górska... choć na weekend krótki :). Misiek jak zwykle szlaja się po świecie, padalec jeden ;). Sama nie czuje się jeszcze na siłach, aby ogarnąć towarzystwo na takiej wycieczce :).

    P.S. Jesteście moimi superbohaterami :D!!! Podziwiam, uwielbiam i... zazdraszczam troszkie ;D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A te torby z Ikea to i u nas sprawdzają się świetnie ;)!!!

      Usuń
    2. A gdzie Misia wywiało tym razem?
      A z wycieczkami nadrobicie na pewno:)

      Usuń
  2. Pierwszy dzień i na Jawornik? To minęliście nasz domek ( drugi po prawej stronie od wejścia)

    OdpowiedzUsuń
  3. W Polsce wszyscy pukają się po głowie, a w Szwajcarii to jest norma. W każdej sytuacji. Nawet kobiety w zaawansowanej ciąży chodzą po górach, bo w sumie – dlaczego nie? Jeśli zdrowie pozwala. Mam wrażenie, że u nas w ojczyźnie na rodzicielstwo trochę za bardzo się dmucha i chucha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja miałam wrażenie że w tych szwajcarskich Alpach to tylko my idziemy , reszta się wozi gondolkami i to bardzo egzotyczni turysci ;) mnóstwo chińczyków i ...hindusów
      więc na szlakach pustka ,a na szczytach tłum ;)
      ale i tak pięknie było

      Usuń
    2. Dużo osób ma takie wrażenie, i faktycznie tak jest, ale tylko na popularnych szczytach, na które można wjechać kolejką właśnie.
      O Titlis myśleliśmy żeby wejść, ale okazuje się, że końcówkę i tak gondolą trzeba pokonać, a kamerka szczytowa pokazuje, że tam ruch jak na Giewoncie bez mała ;) Może po sezonie się tam wybierzemy.

      Usuń
    3. Trochę tak, u nas czasem mam wrażenie, że lekarze najchętniej na wszelki wypadek położyli by ciężarne na całe 9 miesięcy;)
      A z Alpami (francuskimi) zaobserwowaliśmy, że to chyba kwestia rozległości tych gór po prostu. Sporo Francuzów chodzi po górach, a w górach zdarzało nam się nie spotkać nikogo przez cały dzień. U nas jest zwyczajnie ciaśniej;)

      Usuń
  4. "Bo tak bardzo razem nie jesteśmy chyba nigdy. Nigdy jak właśnie podróżując nie integrujemy się tak pięknie jako rodzina, nigdy się tak ze sobą nie zaprzyjaźniamy, nigdy nie mamy okazji tak skutecznie i namacalnie przekazać dzieciakom naszych wartości. Mam wrażenie, że właśnie na naszych wyjazdach najlepiej nam wychodzi wychowanie." - oj tak bardzo się zgadzam! Nie ma rozpraszaczy, tylko wędrujemy sobie razem do celu, 100% poświęceni sobie nawzajem.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Wystarczy się odważyć, pozytywnie nastawić i pojechać, każdy następny taki wyjazd przyjdzie z większą łatwością." :) Po raz piąty byliśmy w tym roku z 2ko-3ką dzieci pod namiotem na dłuższym wakacyjnym biwaku. I wciąż mówię sobie, że może potem będzie łatwiej. Na razie jeszcze nie jest :). Ale zdjęcie i wspomnienia ma się świetne. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no super łatwo nie jest, no i z pewną nostalgią wspomina się czasy gdy nie miało się nikogo pod opieką. Ale zdecydowanie warto

      Usuń
  6. Poproszę więcej takich porad. Lawendowe szampono-odżywko-mydło w kostce uradowało mnie ogromnie :-) Jaka osczędność miejsca! Czy nadaje się również dla 2-latka ?

    Myślę, że tego typu wyjazdy się Wam udają, bo najzwyczajniej w świecie jesteście fajną parą. Już przy takim pakowaniu, nie oszukujmy się, bywa nerwowo. Ważne jest, żeby sobie wzajemnie pomóc i się powspierać.

    Bardzo lubię Twoje wpisy, bo są dobrze napisane, no i te zdjęcia !!!
    Moja ulubienicą jest Iskra, ta dziewczyna "nawet jak stoi, to jest w ruchu" ;-)

    My mamy "listę wyjazdową", stworzoną jakieś 15 lat temu. Ponieważ jeździliśmy głównie w miejsca, w których nie można było dokupić rzeczy, jeżeli sie o nich zapomniało, ograniczeni pojemnością plecaka lub sakw rowerowych,spisalismy ze znajomymi listę. Po każdym wyjeździe rzeczy, które były zbędne lub się nie sprawdziły były wykreślane. Dzięki temu mamy listę, która zawiera tylko to co nam potrzebne i jest bardzo pomocna w sprawnym pakowaniu. Oczywiście po narodzinach potomstwa lista bardzo się rozrosła, ale z radością stwierdzamy, ze każdego roku możemy cos wykreślić :-)

    Dzieciaki zapisujemy w lokalnych bibliotekach, jeżeli są. Dzięki temu odpada dźwiganie dodatkowych ksiażeczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mydełko nadaje się dla maluchów!
      Dobra rzecz taka stała lista:)
      A wzajemne wsparcie i w ogóle "granie do jednej bramki" to klucz do sukcesu i na wakacjach rodzinnych i w ogóle w życiu;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Jesteście wspaniali, inspirujecie tak naprawdę, w najlepszym tego słowa znaczeniu! I nawet my w końcu ruszyliśmy pod namiot, czytając uprzednio wszystkie praktyczne wpisy w Odpoczywalni.
    A powiedz mi jeszcze, co to za rozwiązanie z "markizą" nad namiotem? Całkiem sprytny zadaszony taras sobie stworzyliście w ten sposób:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, to tarp jest, taka sprytna płachta z materiału lekkiego, przewiewnego i wodoodpornego ze szlufkami na sznurek w różnych miejscach. Bardzo fajna sprawa:)

      Usuń
  8. Jak zawsze zgadzam się w 100% Sami praktykujemy podobne obyczaje z dzieciakami :) Nic nie zbliża tak bardzo jak ... wspólnie spędzony czas a że najwięcej go mamy dla siebie podczas wspólnych spacerów, wycieczek, podróży kiedy inne umilacze czasu nam nie przeszkadzają skupiamy się na sobie :) Jesteście świetni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, no fakt, w sumie to banał - nic nie zbliża tak jak bliskość:)
      Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
  9. Szacun x milion. Zdjęcie z bobasem w "plecaku" jest rozczulające!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!