niedziela, 28 maja 2017

Jak się zrelaksować gdy na nic nie ma czasu



To takie pytanie które sobie zadaję od tej zimy. Zaszły wtedy u mnie spore zmiany, które - choć dały masę radości i satysfakcji, nie sprzyjały relaksowi. Zaczęłam wtedy nową pracę, na etacie (bardzo ciekawą i satysfakcjonującą, ale też pełną wyzwań i jak każda nowa praca wymagającą nauki i wdrażania się) a także zmagałam się z mdłościami i sennością kolejnej ciąży.
Nie zmieniło się za to to, że w domu po przedszkolu czekała na mnie dwójka przedszkolaków stęsknionych mamy, i sam dom który nie ma niestety funkcji samosprzątającej, za to osiągnął poziom master jeśli chodzi o samobałaganienie. (Szczęśliwie mój mąż ratuje sytuację i ogarnia mnóstwo okołodomowych spraw.)

Tak zwanego czasu dla siebie zrobiło się tak czy inaczej mało. A tym bardziej, ze względu na nowe życie we mnie, potrzebowałam relaksu i odpoczynku. Jedynym sposobem było łapanie skrawków, łowienie okruchów i delektowanie się chwilkami.

Wypracowałam sobie od zimy taką trochę strategię obronną, która pomogła mi się nie zaniedbać zupełnie w tym kołowrocie pracowo - dzieciowo - domowym.

Przede wszystkim, dbam o sen wieczorem. To zdecydowanie podstawa, chociaż różne wieczorne plany czasem na tym cierpią. Trudno. Będzie nieposprzątane, nie obejrzę filmu, nie spędzę czasu z mężem, ale będę wyspana. A sen jest cholernie ważny, nie tylko w ciąży, gdy senność jest zupełnie nieubłagana i bezwzględnie zwala wieczorem z nóg. Sen to jedna z tych oczywistości tak oczywistych, że aż nie warto o nich pisać i że aż często jednak o nim zapominamy.

Sztuka odpuszczania. Odkrywczo napiszę, że doba nie jest z gumy i zwyczajnie nie da się zrobić wszystkiego, mimo nawet najlepszej organizacji czasu. Fajnie byłoby mieć idealny porządek w domu, uprasowane ubrania, codziennie świeżą tartę na lunch do pracy, ale to nie jest konieczne zupełnie, zdrowie psychiczne przydaje się bardziej.

Aktywność fizyczna. Rano staram się wstać na tyle wcześnie, żeby chociaż trochę poćwiczyć.Przed ciążą ćwiczyłam regularnie i intensywnie, teraz co rano robię spokojną gimnastykę, około 15 minutową. A gdy pogoda pozwala, przedłużam drogę do pracy o miły spacerek nad rzeką. Czasem jeżdżę na rowerze, tańczę. Wszystko z umiarem, na szczęście ja w ciąży czuję się dobrze, a jest  zdecydowanie lepiej gdy trochę się poruszam. Ale nie robię z tego zawodów, mam duży luz i brak presji na cokolwiek, to aktywność fizyczna ma być dla mnie a nie ja dla niej.

Doceniam to, co mam. Jestem wdzięczna. Zauważam. Zauważam to, co dobre. Miłe drobiazgi i Najważniejszości, od wyjątkowo aromatycznego jak na wiosnę pomidora, przez nową płytę wysłuchaną na wygodnej kanapie z moim fajnym mężem aż po zdrowie i bezpieczeństwo  najbliższych.

Nie marnuję czasu. Przy czym uwaga, Nicnieobienie nie jest dla mnie marnowaniem czasu, o ile jest to nicnierobienie z premedytacją. Każdy ma swoją definicję marnowania czasu - dla mnie są to np minuty i godziny strawione na bezmyślnym scrollowaniu facebooka czy instagrama, czytanie marnych gazetek i marnych portali, łażenie po sklepach. Lubię za to z premedytacją położyć się na trochę i zamknąć oczy, za to otworzyć uszy, lubię w weekendy przeciągać śniadania, albo powylegiwać się w łóżku razem z narybkiem, czy spędzić czas z fajnymi ludźmi.


Korzystam z tego, co mam. Jestem dla siebie dobra. Sprawiam sobie radości. Chodzę z mężem za rękę. Dużo przytulam dzieci. Czytam przyjemne książki. Dystansuję się od polityki. Spotykam z fajnymi ludźmi. Głęboko oddycham.
I działa. Nie mogę powiedzieć, że te ostatnie miesiące to permanentna sielanka, ale daję radę :)

19 komentarzy:

  1. Cenne rady :)... za miesiąc wracam do pracy... przydadzą mi się :)!!!

    Przepięknie wyglądasz :)!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie - sen. Ale jak tu iść spać jak dopiero wieczorkiem kiedy "narybek" zaśnie można spokojnie coś zrobić? :/ Pozdrawiam, Patrycja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, to są te trudne wybory między ważnym a ważniejszym... I ja pozdrawiam:)

      Usuń
  3. to podstawowa madrosc zyciowa
    ja lubie moje zycie w biegu
    ale tylko wtedy kiedy nie czuje ze zaniedbuje to co najwazniejsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Bieg jest fajny, ale tylko wtedy gdy czasem robimy przerwy na wyrównanie oddechu:)

      Usuń
  4. Brzmi coachowo. Ja staram się wykorzystać ranki, piszę dla siebie rano, w pracy piszę dla pieniędzy, a po pracy piszę i dla pieniędzy i dla siebie (projekty, za które mi kiedyś zapłacą!). No ale w przeciwieństwie do ciebie nie mam dzieci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, coachowo wyszło? Sama nie przepadam za coachową pustomową, starałam się opisać po prostu moje zmagania;)

      Usuń
  5. Jak zawsze świetnie napisane :) To prawda ... trzeba dostrzegać to, co dobre w naszym życiu, nawet te najmniejsze rzeczy. Ja bardzo długo uczyłam się tego i teraz jestem o wiele szczęśliwsza :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      Dokładnie, dostrzeganie wpływa na jakość życia! I ja pozdrawiam:)

      Usuń
  6. ale pieknie wyglądasz :))))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Zawsze umiesz ubrać w słowa ważne rzeczy i skłonić do refleksji:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zawsze,piękny tekst i piękne zdjęcie.Wszystkiego dobrego.Halina

    OdpowiedzUsuń
  9. naprawdę podziwiam
    umiem się relaksować w taki sposób jak piszesz kiedy wszystko 'jest normalnie' natomiast gdy mam na głowie zbyt dużo, moje zdrowie psychiczne wyraźnie na tym cierpi

    OdpowiedzUsuń
  10. Nicnierobienie z premedytacją - to odpręża mnie najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!