wtorek, 17 stycznia 2017

Co robić w Lublinie zimą

Że Lublin w sezonie wiosenno - letnim jest super, pisałam wielokrotnie. Festiwale, ogródki, plenery i parki, jest różnorodnie i fajnie.
A co robić teraz, gdy rowery miejskie schowane, podobnie jak knajpiane ogródki i chęci do wyściubiania nosa z domu? Gdy noc zapada dwie chwile po śniadaniu, gdy zimny wiatr i śnieg przegania Tam, gdzie spokój jest święty,
No bo święci są pańscy
Szklanką ciepłej herbaty
Poczęstuje cię Pan.



Chociaż bardzo lubię ten domowy czas, tę przytulność z gorąca herbata i ciasteczkami gryczanymi, świeczkami i światełkami różnymi, gdy układamy z dzieciakami puzzle, czytamy książki w namiocie, to i tak bywa, że mnie nosi.
Wyszukuję co-by-tu, i ruszamy w miasto nasze kochane.


 



Nie widać tego może tak jak w lecie, gdy wszystko dzieje się na wierzchu, ale i teraz jest co robić. Mamy fajne przestrzenie wewnętrzne, w których odbywają się rzeczy czasowe i parę stałych miejsc do odwiedzenia.


Tak to jest, że jak się faktycznie mieszka gdzieś na stałe, to nigdy nie ma czasu odwiedzić lokalnych atrakcji, bo one przecież zawsze będą, trzeba odkrywać świat odległy. Pamiętam, że gdy mieszkaliśmy w Lyonie, motywowani tymczasowością naszego mieszkania tam, korzystaliśmy, ile się dało i zawsze wychodziło potem śmiesznie w rozmowach z Francuzami gdy okazywało się, że odwiedziliśmy miejsce dla nich oswojone, ale nie poznane.
Nie mamy może w Lublinie takiego muzeum sztuk pięknych, dworu braci Lumiere, czy pamiątek z czasów starożytnych, wiadomo, że to inna skala. Ale i tak jest gdzie pójść, i czym się zachwycić.
Jest (nie)sławny zamek lubelski, niestety wielu kojarzący się głównie z hitlerowskim, a później stalinowskim więzieniem, ale który ma wiele ciekawego do zaoferowania. Przede wszystkim imponującą, trzynastowieczną wieżę romańską i kaplicę Trójcy Świętej, z pięknymi freskami. Jest też muzeum, ale jego wystawa stała nie jest specjalnie oszałamiająca, za to warto interesować się czasowymi, bo bywają naprawdę fajne.

Idąc z zamku w stronę starego miasta, przechodzimy przez bramę Grodzką, a tam, ciekawe, dość nietypowe muzeum-archiwum wspomnień świadków historii. Lublin. Pamięć Miasta, czyli stała wystawa poświęcona wspomnieniom z wielokulturowego, przedwojennego Lublina (to tam wybrałam się w ubiegłym roku z moją Babcią).

Na ulicy grodzkiej jest jeszcze muzeum - apteka i Izba Pamięci Żydów Lublina.

Grodzką dochodzimy na rynek, a tam można przejść się Lubelską Trasa Podziemną, zajść na ulicę Złotą do przepięknej (obecnie remontowanej) Bazyliki Dominikanów, wstąpić do niewielkiego Muzeum Czechowicza. Zupełnie niedaleko jest jeszcze Archikatedra Lubelska, a tam, poza wystawą liturgiczną jeszcze ciekawa Zakrystia Akustyczna (ja zawsze znałam ją jako Kaplicę Szeptów, uważam, że ta nazwa brzmi znacznie lepiej).
Na przeciwko Archikatedry znajduje się Dom Słów, czyli Izba Drukarstwa, w którym jeszcze nie byliśmy, a który myślę też może być ciekawy.
Jest jeszcze Majdanek, oczywiście nie do zwiedzania z dziećmi, czy w ramach miłych niedzielnych spacerków, ale z pewnością wart odwiedzenia.

To są te rzeczy na stałe i miejsca raczej Lublinianom znane. Ale często jest też tak, że znane tylko ze słyszenia. Albo i odwiedzone, ale jakieś sto lat temu z wycieczką z podstawówki. Teraz w zimie jest idealny moment, żeby jakieś zimne i wietrzne popołudnie spędzić właśnie w takich miejscach.


Druga kategoria, to sytuacje bardziej motywujące, czyli czasowe.
Naprawdę sporo się dzieje, tylko dla dzieci, albo z dzieciakami, albo bez dzieci;)

Są typowo dziecięce spektakle, warsztaty, wystawy dzieciom dedykowane, zajęcia muzyczne, plastyczne, spotkania. Warto zainteresować się ofertą Teatru Andersena, Filharmonii, Teatru Starego, Centrum Kultury, Centrum Spotkania Kultur i osiedlowych domów kultury i bibliotek, jest tego naprawdę sporo, i wiele z nich zupełnie za darmo lub za symbolicznego piątaka.

Są wydarzenia w których mogą uczestniczyć całe rodziny. Te lubię szczególnie, bo treść jest dedykowana raczej dla dorosłych (bo nie każda aktywność rodzinna musi być podporządkowana dzieciom), ale całość jest przyjazna także najmłodszym. Np. Kino dla rodziców z małymi dziećmi (CK), albo spektakle teatralne z bawialnią dla dzieci obok (Teatr Osterwy, jesienne Konfrontacje Teatralne) . Ale też po prostu różne wystawy np., na które chodzimy razem z maluchami. I wtedy nieletni są trochę obok, nie zawsze zainteresowani. Staramy im się pokazywać obrazy, zdjęcia czy inne obiekty i opowiadać o nich, ale bez jakiejś nadmiernego nękania, mają też zawsze jakieś małe resoraki, żeby nie czuły się do niczego przymuszane. W każdym razie są z nami, trochę w mój ulubiony sposób naturalnie i przy okazji nasiąkając różnymi aktywnościami, trochę przy okazji chłonąc jakieś okruchy kultury i sztuki.

Są też oczywiście różne koncerty i imprezy wieczorne, ale tu już do gry wchodzą dziadkowie.










 



 

Staram się zawsze mieć aktualnego ZOOMa, - to taka mała gazetka, która jest dostępna za darmo w różnych punktach kulturalnych (ale też na pocztach, w przychodniach...) i zbiera wszystko, co się będzie działo w danym miesiącu, wszystko podzielone na kategorie. Są też strony internetowe różnych instytucji, fejsbuki i aplikacja "co, gdzie, kiedy?"

A jak jest z Wami, w zimowe miesiące eksplorujecie własne miasta, zapadacie w zimowy letarg, czy uciekacie jak najdalej?
Dajcie też proszę znać, czy bylibyście zainteresowani tego typu cyklem, z bardziej konkretnymi propozycjami różnych aktywności w Lublinie i okolicach?

13 komentarzy:

  1. Podoba mi się ten Wasz Lublin. Byłam bardzo dawno temu, pamiętam ten pobyt bajkowo. Spaliśmy u obcych ludzi, w klimatycznej kamienicy, całe stare miasto wyglądało jak z bajki, chociaż odrapane dość było (ale to wiele lat temu).
    A teraz napisz mi proszę skąd masz te czaderskie buty? Szukam czegoś takiego. Jeśli mi jeszcze powiesz, że są zimoodporne, bardzo ciepłe i nieprzemakalne to chcę takie same :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, jakie będą wrażenia teraz:)
      A buty to Sorele, superowe buty na srogą zimę (chyba kanadyjska firma, oni tam się znają na rzeczy;) )- nie przemakają, są ciepłe i solidne. Kupowałam na zalando, bywają na nie bardzo zacne promocje

      Usuń
  2. Lublina nie znam zupelnie, ale korzystanie z zycia i jego urokow, podobnie jak korzystanie z dobrodziejstw kultury i natury w najblizszej okolicy to raczej stan ducha i bieg zycia.
    Moze fakt w Krakowie rzadziej chodzilam albo prawie wcale , glownie dlatego ze przeciazony jest turystami i wszedzie tlumy, a ja nie lubie
    lubie cisze
    zawsze mnie denerwowalo ze kiedy piekny weened, nie daj boze dlugi to .... trzeba uciekac z miasta, bo nad Wisla pol Polski i przyjelmnoscz odpoczynku zadna
    moze pod tym wzglendem Lublin fajnieszy
    mnie tez do chodzenia motywuja panny moje, chcec pokazania ich swiata- i naszego polskiego dziedzictwa , wiec bedeac w Krakowie przedzieralismy sie przez tlumy i stali w polgodzinnej kolejce po bilety na Wawel
    ale tez te bardzeij lokalne, wrecz juz cyklucznie chodzimy co zime do niektrorych muzeow , albo z przewodnikiem odkrywamy nowe
    ogranicza nas wlasciwie ... nie pogoda , ale dodatkowe zajecia
    panny w soboty chodza do polskiej szkoly, do skautow i juz niedziela, dochodza urodziny , czasem spotkania ze znajomymi i weekend sie konczy

    À le lubie cie wlasnie za to podejscie do zycia, za sposob w Jaki pokazujesz swoim dzieciakom swiat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, jednak Kraków to inna skala trochę;)
      I faktycznie, z dodatkowymi zajęciami w weekendy robi się mało czasu - u Was chyba jeszcze szkoła i praca na tygodniu są dłużej, co nie? Więc i popołudnia na tygodniu odpadają

      Usuń
  3. Haha... no, my to uciekamy. Zawsze sobie myślę, że na Będzin i okolice znajdzie się jeszcze czas ;). No, ale mamy Katowice za miedzą, a tam się przecież dzieje sporo :)!!!

    Paulina podziwiam Cię za ten zapał :)!!! Mnie zima i niekończąca się choroba dziewczyn wprawiły w stan totalnego nic niechcenia ;). maRuda zaczyna marzyć o wiośnie :)!!!
    Pozdrawiam cieplutko :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wiesz, bywa różnie z tym zapałem;)
      Trzymaj się Justyna, dzień robi się coraz dłuższy! Zdrówka:)

      Usuń
  4. Bo w mieście zawsze jest co robić. Zawsze. Np lodowisko jest chyba w każdym zimą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja sobie chyba zapisze, bo sie kiedys w koncu do tego Lublina wybiore. Dziękuję za tyle inspiracji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja to w ogóle miasta uwielbiam. Przyznam, że Lublin zachwycił mnie już jakiś czas temu - czytałam o nim artykuł. Z wielką chęcią poczytam o nim więcej, tak bardziej konkretnie jak u Ciebie :) Nasze miasto nie za bardzo ciekawe ale na spacer zawsze jest miejsce. I chętnie tak się włóczymy choćby w drodze na plac zabaw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artykuł artykułem, na żywo są inne wrażenia;)

      Usuń
  7. Kiedyś mieszkałam w Lublinie. To naprawdę wspaniałe miasto, z którego da się wydobyć energię nie tylko wiosną czy latem, to fakt. Niemniej jednak o tych wspomnianych porach roku uwielbiałam spędzać czas na deptaku ze znajomymi.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!