wtorek, 13 stycznia 2015

Znowu Pilat


Znowu wybraliśmy się do Pilat.


Tym razem zastała nas prawdziwa wiosna - słońce, względne ciepło i ani śladu śniegu ani mgły. Widoki przepiękne, cudowne powietrze. A to wszystko godzinę drogi od domu.

Po poprzedniej wycieczce dostałam trochę pytań o stronę praktyczną wycieczki z dwójką malutkich dzieci w góry zimą. Jak widać, jak najbardziej da się jeździć w góry z dziećmi. Nawet zimą:)

Dziewięciomiesięczna córa chrapała sobie błogo w chuście, pod kurtką taty, kołysana krokami, biciem serca i oddychaniem.
Ze starszakiem (trochę więcej niż dwa i pół roku) już tak bezproblemowo nie jest. W górach nosimy go w nosidle Deuter, które wspaniale się sprawdza przy takich wędrówkach. Dziecko ma wygodnie, bezpiecznie, jest chronione od słońca, wiatru i deszczu. Do tego jest całkiem sporo miejsca załadunkowego (sprawdzaliśmy to podczas wypadu w góry pod namiot, z tymże na plecach. I ze śpiworami, karimatami, camping gazem, jedzeniem, pieluchami itd). Oraz świetny, jak to u Deutera, system nośny. Ciężar rozkłada się całkiem wygodnie.
Na warunki zimowe oczywiście gościa ubraliśmy na cebulkę. Dodatkowo siedzonko wyścielone miał śpiworkiem do wózka ( arcyprzyjemnym JJ Cole Collections. Żeby pasował idealnie do pasów w nosidle, musieliśmy go rozciąć w jednym miejscu).
Poprzednim razem do ochrony przed mroźnym wiatrem przydał nam się też ochraniacz przeciwdeszczowy.
Dobrą opcją chroniącą przed zimnem są też chemiczne ogrzewacze do rąk.

Trochę pro forma dodam jeszcze, wycieczki były niedługie, a góry niewysokie. Ale da się. Można nawet zimą nie siedzieć w domu z maluchami, korzystać z piękna świata.











Chciałabym też polecić portal dziecko w podróży. Zainteresowani podróżowaniem z dzieciakami znajdą tam sporo ciekawych informacji, porad, inspiracji dotyczących tematu. Warto zajrzeć i zostać na dłużej!

11 komentarzy:

  1. Wow, niezwykły klimat zdjęć.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnia fota.. meeega <3
    Wiesz, myślę, że to ile możemy/nie możemy robić z dziećmi zaczyna się w głowie. Często usprawiedliwiamy się, że więcej już się nie da, ale Wy jesteście najlepszym przykładem, że .. można góry przenosić! No albo przynajmniej zdobywać :)
    Gdy się dobrze rozplanuje, z dużą dozą wyobraźni, by dzieci miały komfort, to w sumie poza domem jest tak samo znośnie z dzieciakami jak zwyczajnie w domu. I fajnie się z nimi podróżuje. U nas jednak dość rzadko - praca męża i studia trochę nam zawaliły tą jesień i zimę. Ale.. patrząc na Was nabieram chęci na aktywniejsze rodzinne spędzanie czasu :)
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak Ruby! Zdecydowana większość naszych ograniczeń jest w głowie, w naszych chęciach (i zmęczenie też odgrywa sporą rolę) Chylę czoła że dajesz radę jeszcze z męża studiami!

      Usuń
  3. Powiało wiosną:) Jesteście cudowni, że spełniacie swoje pasje i zarażacie nimi nie tylko swoje dzieci ale też nas czytelników. Bo po przeczytaniu posta i obejrzeniu zdjęć zakochałam się na zabój w wizji zdobywania natury z dzieckiem. Do tej pory czułam zahamowania ze względu na malucha ale dzięki Wam wiem, że wszystko jest możliwe! Dziękuję i pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! Powodzenia:)

      Usuń
  4. Wspaniały klimat, świetne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na tych zdjęciach oddaliście chyba wszystko. Są piękne. Na przełomie kwietnia/maja wybieramy się zdobywać nasze pierwsze z dzieckiem midi-szczyty. Tak bardzo nie mogę się już doczekać. Wiosno przybywaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia, też już czekam na wiosnę:) Chyba trzeba będzie zakupić drugie nosidło;)

      Usuń
  6. Niestety, górskie wycieczki z dzieciakami muszę sobie na razie odpuścić. Okazuje się bowiem, że mam przepuklinę pępkową!!! Jestem wściekła na mojego ginekologa, bo nieraz zwracałam mu uwagę, na mój wystający pępek i sugerowałam, że może to być to, a on się tylko naśmiewał, że śmiesznie mój brzuch wygląda!!! Olałam więc sprawę i dźwigałam Hanię, Zosię w nosidłach, wózki po schodach itp. Dopiero zeszłotygodniowa wizyta u rodzinnego lekarza uświadomiła mi jak poważne jest to schorzenie i jeśli nie chcę mieć brzucha do kolan, absolutnie nie powinnam dźwigać!!! Na szczęście doktor obiecał, że po zabiegu i rekonwalescencji będę mogła jeździć z dziećmi w góry (może nawet jesienią).

    Podziwiam Cię Pola, że dźwigasz starszaka!!! On musi już ważyć z 15 kg!!! Piszesz jeszcze, że nosidło jest pakowne!!! Jezus, Maria!!! To ile Ty w sumie dźwigasz!!! Jestem w lekkim szoku i... cholernie zazdroszczę!!!

    P.S. Haha... a dzieciaczki mamy w tym samym wieku. Zośka moja w marcu skończy 2,5 roczku, a Hanka lada dzień 9 miesięcy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajjj... Współczuję strasznie dolegliwości...Trzymam kciuki za rekonwalescencję! A na lekarza szkoda słów...
      Mój starszak w kwietniu skończy trzy lata, ale to raczej waga lekka, ciągle w okolicach 13kg. Najgorzej to noszenie znosi moje kolano niestety, ech starość nie radość;) (ale z nosidłem i tak mi wygodniej niż z chustą z przodu;)

      Usuń
  7. Ja sama nigdy nie byłam w górach, a co dopiero z moim ośmiomiesięcznym smykiem. Mieszkam prawie nad morzem i w góry nigdy mnie nie ciągnęło, ale jak patrze na te zdjęcia to zaczynam żałować... Podziwiam za znalezienie w sobie tyle siły. Mi czasami jest ciężko wyjść na zakupy do miasta, a co dopiero na taką wyprawę!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!