środa, 29 stycznia 2014

Kino


Mieszkamy na przeciwko kina. Takiego w starym stylu, prowadzonego przez wolontariuszy (przeważnie emerytów, co jeszcze wzmacnia nostalgiczny efekt). Jest charakterystyczny zapach, kartonowe bilety wydawane przez starodawną maszynę, jedna niewielka sala ze starymi fotelami i drewnianą podłogą. Nie ma popcornu, trwających pół godziny reklam, agresywnych świateł. Za to przed każdym seansem sprzedawane są lody z koszyka.
Uwiodło mnie to wszystko, dołączyłam do sympatycznego grona wolontariuszy jakiś czas temu. Lubię te wieczory - gwarantują totalne oderwanie od rzeczywistości. Z
resztą każde samotne wyjście z domu trochę mnie od rzeczywistości odrywa. A tu dochodzi jeszcze opowiadana filmem historia. I magia kina jako takiego - w kinie zupełnie inaczej ogląda się filmy... I jeszcze ten oldschoolowy klimat miejsca...
Chyba się starzeję, bo jakoś ciągnie mnie do takich miejsc - jak takie właśnie kino, biblioteka osiedlowa, szewc, pełnią trochę funkcję wehikułu czasu, wdycham sobie tamtejszy zapach i atmosferę i przenoszę się w beztroskie czasy dzieciństwa.

6 komentarzy:

  1. Ja również lubię klimatyczne miejsca a jest ich coraz mniej :/

    OdpowiedzUsuń
  2. czasem fajnie jest się zestarzeć ;)
    p.s. też lubię kino gdzie mogę wypić herbatę i nie czuję smrodu popcornu, a po seansie wdać się w dyskusję o filmie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za spędzony u mnie czas i każdy komentarz. Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi miło jeśli go zalajkujesz / udostępnisz:) Pozdrawiam!